Wybraliśmy się dzisiaj na wieś z nastawieniem, że robimy porządek w stodole - do wywalenia jest mnóstwo sina, które leżakuje od pewnie niepamiętnych czasów po obu stronach stodoły.


Na miejsce dotarliśmy po 12, wysiadamy z autka i co się okazuje... Zielona kluczy zapomniała :/ Miś do auta i z powrotem do domu - mało brakowało a pojechałbym też bez kluczy :D 50 min w dwie strony i zabieramy się do roboty. Kolejna niespodzianka - nie ma wideł, a przecież gdzieś były jakieś. Łopatą się nie da, grabiami jakoś szło do momentu jak Zielona je złamała, potem ręcznie... Dobrze, że są takie taczki do transportu siana i nie trzeba ręcznie tachać. Wywaliliśmy chyba tylko z 1/20 siana a paliło się z godzinę.


Plan na następny tydzień: kupić widły i folię, żeby można było upakować ile się da na taczki. No i przyjechać wcześniej i z kluczami od razu :)




