początki, czyli po nitce do kłębka...
20.09.2006 21:13 :: zielona wiedźma
Zaczęło się jak zwykle niezwykle,
zwykle, bo pewnie jak u tysięcy ludzi...
niezwykle, bo każda prywatna historia, która dotyczy nas samych, sama w sobie jest niezwykła :)
Czyli najpierw było nas dwoje i niewielkie potrzeby mieszkaniowe, prawie żadne :)
potem nas się zrobiło więcej i pojawiły się pierwsze problemy z wynajmowaniem różnych mieszkań...
Praktycznie co roku zmienialiśmy lokum, i tak jakoś się składało, że zawsze po zupełnie innej stronie miasta
lądowaliśmy.
Wieczne życie na pudłach.
W końcu trochę nas to zmęczyło, a ponieważ pojawiła się możliwość zakupu mieszkania, co prawda TBS, ale zawsze co swoje to swoje...
nie zastanawialiśmy się zbytnio, zmobilizowaliśmy siebie i zapożyczyliśmy się u coponiektórych członków rodziny,
rychło się okazało, że całkiem dobry czas ku temu wybraliśmy, bo tuż po przeprowadzce ( znów drugi koniec krakowa...)
okazało się, że w niedługim czasie powiększy nam się znowu rodzina, więc nowe, piękne, NASZE mieszkanko akurat będzie w sam raz...
Przez cały czas jednak marzyliśmy o takim naprawdę swoim miejscu na ziemi z jej kawałeczkiem na własność, znaczy tej ziemi kawałeczkiem...
Marzenia w końcu są po to, żeby je realizować, ale okoliczności finansowe nie były zbyt sprzyjające.
Hobbystycznie oczywiście co jakiś czas rzucaliśmy okiem na domy do kupienia, najlepiej do remontu
i marzyliśmy.
Rozmyślaliśmy też o opcji zamiany mieszkania na większe.
Dzieci troszkę podrosły, i w sumie zaczęło być nam trochę ciasno, nie no, można mieszkać w 10 osób na 20 m kwadratowych,
ale nasze 50 m jakoś zrobiło się nagle niewystarczające dla tony zabawek, dwóch ton książek,
no i duża różnica wieku dzieci i różnice w płci zaczęły dawać się we znaki, w użytkowaniu przez nich tego samego, niezbyt dużego pokoju...
W tym roku po przyjeździe z wakacji - akurat w firmie w której pracuje zapanowała epidemia na szukanie,
kupowanie, kredytowanie itd. działek w okolicach dalszych lub bliższych.
Ceny zbiły mnie z nóg... jak to?
przecież jeszcze tak niedawno kosztowały połowę tego co teraz?!!
Z czystej ciekawości poczytałam, pooglądałam i załamałam się... a ceny rosły sobie praktycznie z miesiąca na miesiąc.
No to jak to tak?
Wstępnie poorientowawszy się w cenach i ofertach stwierdziliśmy, że na kupno większego mieszkania nie mamy szans przez to co się stało z cenami...
nieśmiało może jednak działka i budowa?
można rozłożyć na etapy...
można teraz działkę... a potem kiedyś...
można...
no dużo rzeczy można, więc szukamy dalej tylko w innym kierunku...