Od jakiegoś czasu planowaliśmy zrobienie piaskownicy na działce i w końcu się udało. Jednej soboty, spontanicznie podjechałem do składu budowlanego (300m od domu), żeby wybadać czy mają piasek i deski. Piasek był, deski były, a mało tego okazało się, że na miejscu jest sklep - wybór wprawdzie mniejszy niż w Castoramie, ale jest wszystko co potrzeba i pewnie taniej :)
Zakupiłem 8 worków piasku po 60kg każdy, dwie 4 metrowe dechy, impregnat do drewna, folie, profile, wkręty, gwoździe... wszystko na jeepa i do domu. Piasek poszedł na dwa kursy, żeby go nie katować niepotrzebnie.
W trakcie oczywiście jak to u mnie okazało się, że piła ze względu na swoją konstrukcję nie jest w stanie poradzić sobie z 32cm deską, a tarcze do szlifierki szybko się skończyły - kolejny kurs do sklepu :)
Trochę brzydkich słów poleciało w kierunku nowej piły, podczas wycinania narożników... trochę się namęczyłem wkręcając wkręty śróbokręcikiem w drewno ale efekt końcowy ramy jest akceptowalny :)
Zielona zabrała się za malowanie a ja chwyciłem łopatę i zacząłem wycinać trawę z miejsca przeznaczonego na piaskownicę
Jak już skończyliśmy zaczęło się robić ciemno, więc szybko przymocowaliśmy folię zszywaczem tapicerskim. Piasek wysypaliśmy już przy świetle latarki, a efekt końcowy udało się zobaczyć dopiero tydzień później

Dwa tygodnie później do piaskownicy dołączyła taka oto huśtawka okazyjnie kupiona w AGD Outlecie.


A teraz powoli trzeba kłaść się spać, bo jutro jak tylko dopisze pogoda trzeba będzie przekośić działeczkę, bo znowu zarasta. W kilku miejscach już jest taka dżungla, że moją nową wypasioną kosiareczką nie wjadę :( A przy ostatnim koszeniu

okazało się, że na działce oprócz brzózek i sosenek mamy kilkanaście małych dębów.
