Kilka dni temu, siedząc sobie na tarasie z Dziubem, zauważyliśmy muchę,
tłustą dużą muchę, której (pewnie z przeżarcia) nie bardzo szło latanie.
Szczerze powiedziawszy w ogóle jej nie szło, leżała sobie na tarasie na pleckach
bzyczała, machała niemrawo skrzydełkami i kręciła się w kółeczko jak bączek, nie potrafiąc
stanąć na nogi.
- dlaczego mucha nie leci?
zadał mi kłopotliwe pytanie Stasiu
- nie wiem, może jest chora..., nie może się obrócić na nóżki i polecieć, weź patyczek
i ją obróć, to sobie poleci - próbowałam nauczyć dziecka humanitarnego obchodzenia się z
naszymi braćmi najmniejszymi...
Stasiu patyczek wziął i zaczął go używać w celu obrócenia muchy, dwa razy mucha wylądowała na ścianie
i się od niej odbiła, ale efekt został osiągnięty - mucha stanęła na swoich nogach i bzycząc
usiłowała odlecieć, co nie bardzo jej szło
- dlaczego ona nie leci?
- nie wiem stasiu może jest zmęczona, albo chora?
- no to trzeba wziać muchę do domku - zaopiniował Staś, co spotkało się z gorącym sprzeciwem z mojej strony
- nie, nie Stasiu mucha sobie zaraz odleci, nie trzeba jej brać do domku
Zostawiwszy muchę pogrążoną w próbach wzniesienia się choćby na 1 cm nad ziemię i Stasia pogrążonego w obserwacji
usiłowań muchy, weszłam do kuchni.
Nie minęła minuta, gdy w drzwiach od tarasu staje zafrasowany Staś
- mamooo, mucha już chyba nie poleci...
- a dlaczego Stasiu? - zainteresowałam się żywo losem muchy, patrząc na moją latorośl
- bo ją nadepnąłem - odparło dziecko spuszczając skromnie oczy
- Stasiu! nie można deptać muchy! - powiedziałam spokojnie odwaracając się, bo niezbyt to wychowawcze jak dziecko
widzi strofującą go mamę która zaśmiewa się do łez
- mamoo, i ona przyczepiła mi się do buta
wtedy już prawie nie wytrzymałam, parsknęłam smiechem.
Myślałam, że Dziubek żartuje i mucha poprostu siedzi mu na bucie. Podeszłam do niego
- pokaż gdzie na bucie?
- o tutaj - powiedział pokazując jednocześnie swój adidasek od spodu
faktycznie w rowku buta wciśnięta była mucha, a raczej to co z niej zostało
- wiesz Dziubek daj ten patyczek, wyciągnę ci tą muchę
no i wydłubałam jej resztki, które malowniczo spadły na płytki na tarasie
Stasiu z zainteresowaniem poprzyglądał się temu stwierdzając
- o, mucha się trochę złamała.
popłakałam się ze śmiechu i na tym skończyły się wychowawcze zabiegi co do humanitarnego traktowania tłustych i mało mobilnych much.




