odziedziczyłam
dzisiaj po usilnych staraniach cudo techniki - notebooka...
oczywiście firmowy i odziedziczony nie po babci, czy jakimś krewnym,
tylko po pracowniku który już tutaj nie pracuje.
Darowanemu
koniowi nie patrzy się w zęby więc na razie nie przeklinam tylko
próbuje się z nim zaprzyjaźnić...
:)
nawet nieźle mi poszło
bo jeszcze chodzi, spełnia wszystkie moje zachcianki, oczywiście w
granicach swoich możliwości no i mogę wreszcie przestać nosić w
torbie dziesiątki dyskietek, z których połowa w najmniej
oczekiwanych momentach okazuje się niedoużytku, no i kilkanaście
cd-ków z danymi...:) ha i teraz będe mogła sobie usiąść w parku i
poklepać w klawiaturę patrząc zezem na otaczającą przyrodę...
ech a tak w ogóle to już jestem zmęczona rozwiązywaniem tych
wszystkich problemów w pracy ... nie mam weny twórczej, same
przyziemne sprawy się zwaliły na mnie... mam nadzieję że w weekend
mi się biometry poprawią :)




