No i dzisiaj już jestem, prawdziwa, świeża, noworoczna i zarumieniona
od mrozu...:)
Zima mi się wydaje troche za długa jak na moje
niewielkie zimowe potrzeby, poza tym kaloryfer nie zastąpi kominka,
wszystkie buty mi zaczęły jak na złość przeciekać, a to co znajduje
się na wszelkich ulicach i chodnikach miasta z radością z tego
korzysta i wszystkie nogi sztuk dwie zanim gdziekolwiek dojdę mam
przemoczone...
W pracy też niezbyt różowo, już szykuje się
psychicznie do odejścia z tej pożal się Boże firmy, i co mnie
najbardziej irytuje będe zmuszona aktywnie włączyć się w grono
poszukujących jakiegokolwiek zajęcia.
Chciałabym tylko móc tutaj
(czyt. w firmie) być kiedy już mnie nie będzie, tzn. zobaczyć jak
się wali dział komputerowy beze mnie :))) i nie chodzi tu o jakiś
rodzaj megalomanii z mojej strony, ale o to, że rozwiązania które
tutaj posiadamy a którymi zarządzam i nad którymi pracuje są jakoby
niecodzienne i nikt kogo mój szef będzie w stanie zatrudnić ( na
specjalistę go nie stać... zresztą za bardzo to na nikogo go nie
stać - bo skąpy i głupi jak rzadko...) nie poradzi sobie z nimi. :))
ech... a tak spokojnie było... :) pocieszam się tym, że
w tym roku ma być tylko lepiej (tak zostało napisane w pewnej
księdze... i musi się spełnić :)))))...
no koniec
użalania się...
JEST DOBRZE :)




