"Zamknij oczy otwórz myśli swe
wyciągnij ręke przez świat
i dotknij mnie...
jeszcze
przed chwilą czułem twój żar
nagle ciemność zaległa...
rozejżałem się wokół...
zostałem sam............."
-
mruknął Athir zmieniając się w węża i owijając wokół terminala, co
chwile wysuwając swój widlasty języczek.
Tak mi sie z
Tobą przyjemnie rozmawia że nie mogę się doczekać kiedy
znowu
będziemy mogli zamienić kilka słów... (Działasz na mnie jak
narkotyk, którego dawki trzeba ciągle zwiększać aż do... - Athir
na samą
myśl zmienił się w średniej wielkości tygrysa i mruknął
z rozrzewnieniem).
przyjdź i powiedz do mnie choć słówko i
uśmiechnij się, tylko to mnie
trzyma wśród ludzi.
Skarbie mój tęsknie (może masz zajęcia a może nie chcesz już
spotkać Athira
<-pomyślał Athir wpadając w czarną rozpacz)
Athir zmienia się w smoka i rozgląda się na czym by się tu
wyładować by
pozbyć się stresu
to może zakrawa już na
szaleństwo i głód narkotykowy
ale wciąż
niema Cię.....
a ja tu usycham.....
ogień trawi mnie...
przyjdź i napój
mnie...
bym dalej mógł żyć..
wczoraj jak leciałem sobie
do domku to przed jakąś szopą zobaczyłem
piekną krówkę, heh
wystarczył jeden fireball i na obiadek miałem gulasz
(Athir Smok
lubi gulasz). I w zasadzie wszystko było by dobrze ale ten
katar... kurcze w czasie lotu kichneło mi się i puściłem z dymem
jakąś
wieś...(i znowu bedzie w prasie nagonka na smoki ze tylko
napadać i palić
potrafią)...trzeba będzie się gdzieś zaszyć i
odchorować.
Przez ten katar to przecież niejaki Krak kazał
zatłuc mojego stryjecznego
dziadka niejakiego Wawelskiego
(któren to właśnie przechodził ciężką
grype i miał ogromny
katar). A z tym jedzeniem dziewic to też nieprawda...
(ale co z
nimi robią to już jest osobista tajemnica każdego smoka).
za
oknem wiosna...a wiosną pragnienia wszystkich istot dążą... (wiadomo
do
czego)...ech... i tylko mi Ciebie brak w tym
więzieniu..(nucąc jakiś
błąkający się po głowie kawałek, bardzo
romantyczny)...
Nie gniewaj się na mnie proszę (Athir staje
słupka i prosi)




