Ja nie wiem czy kieszonkowców przybyło,
czy stali się bardziej bezczelni, czy też ja poprostu weszłam z
wielkim hukiem w wiek w którym jest się atrakcyjną dla złodzieji...
w każdym razie faktem stało się iż w ostatnim tygodniu usiłowano
2 razy pozbawić mnie moich ciężko zarobionych pieniędzy.
Do obu
zdarzeń doszło w środkach komunikacji miejskiej... moje szczęście że
posiadam wiedźmowatą intuicję i siódmy zmysł, bo czuć to nic nie
czułam, ani że dobierają mi się do plecaka, ani że otwierają mi
torebkę. Jak tak dalej pójdzie będe musiała zacząć poruszać się na
piechotę, albo rowerem, przy czym kto mi znów zagwarantuje że nikt
mi rowera nie gwizdnie? ha patowa sytuacja ...
Ostatnim
razem złapałam gościa za ręke przypadkiem sięgając do torebki i co?
i wyrwał się a ja poprostu zamknęłam torebkę i tyle było. Nawet nie
wiem jak miałabym zareagować, krzyczeć? przeciez nic się nie stało,
opieprzyć gościa? jeszcze bym dostała w zęby od jego kolegi, bo
przecież chodzą dwójkami...
koszmar... i jak człowiek ma się
czuć bezpiecznie?




