Tak, tak - 10 lat minęło. I z tej okazji zrobiliśmy sobie najlepszy z możliwych prezentów - zostawiliśmy dzieci u rodziców, uciekliśmy z pracy, gdzie w środę pewnie mnie pobiją i pojechaliśmy do przytulnego hoteliku ze SPA w Kazimierzu Dolnym.
Pogoda dopisała i nie mieliśmy wymówki, żeby wywiesić taką karteczkę
i nie wychodzić z łóżka :) No może tylko iść do sauny czy na basenik
Kazimierz piękny - nigdzie indziej w Polsce nie wiedziałem miasteczka w którym by było tyle ładnych domków. Żadnych bloków, w centrum żadnych obleśnych szyldów... aż dziw bierze, że się tak uchowało.
Pierwszego dnia trafiliśmy do knajpki U Fryzjera gdzie zjadłem niesamowitą zupę grzybową. Ania miała smaczny żurek a na drugie mieliśmy Kreplach i Dżamil.
Wieczór ten i następny spędziliśmy U Radka popijając czekoladę na gorąco, rum z colą, dżin z tonikiem... potem bankomat do mnię mówił ;)
Czas płynął powoli... nigdzie się nie spieszyliśmy... żadne szkodniki nie darły się... było cudnie.
W drodze powrotnej zaliczyliśmy czekoladę na gorąco w Nałęczowie i obiadek w Sandomierzu
Reszta zdjęć w galerii a trasa tak wyglądała




