Zielona Remi Sta¶ Gabrysia
BlogAlbum rodzinnyDziennik budowyPortfolioKontakt

Blog

„ Bajka o walecznym rycerzu i niezbyt pięknej ale zawsze, królewnie ”

30.11.2001 08:36 :: zielona-wiedźma
Za siedmioma górami, siedmioma morzami, siedmioma...kurka wodna, co za bzdurny i bezsensowny początek bajki... nie, zacznijmy jeszcze raz...
Dawno , dawno temu...nie...to też beznadziejne...
No dobra, w każdym razie w królestwie, którego nawet nigdy nie było na żadnej
mapie żył sobie pewien waleczny rycerz „ Sir Zawszerwącysiędowalki Nietylkozesmokami”
Posiadał przepiękne włości gdzieś na wsi, które aktualnie niestety były strasznie zaniedbane, gdyż rycerz ów rzadko bywał w domu z powodu swego porywczego charakteru i niezaspokojonej chęci uganiania się za sławą i smokami. Pamiętały one jednak czasy świetności praprzodka Zawszerwącegosię..., który to przodek trzymał dwór mocna ręką i był panem co się zowie...Teraz jednak dwór był ruiną i cud że jeszcze nie zagnieździły się na nim jakoweś duchy praprzodków, przewracających się w rodzinnych katakumbach, widząc co porobiło się z ich dziedzictwem...
Oprócz rycerza, zamek zamieszkiwały stada pająków i ptaków, które to stworzenia upodobały sobie to ciche i spokojne miejsce, na swój dom.
Zawszerwącysiędowalki, był strasznym przeciwnikiem, który wszędzie węszył możliwość stoczenia walki. Na jego nieszczęście od dawien dawna nikt w okolicy z nim nie chciał już zadzierać. Powodem było to, iż ów rycerz nie zawsze stosował reguły fair play w potyczkach jakie staczał... Hołdował bowiem zasadzie iż wszystkie drogi prowadza do Rzymu, a co za tym idzie, każdy fortel jest dobry by odnieść zwycięstwo.... Miał też w zanadrzu straszliwa broń zaczepno - dyskwalifikującą przeciwnika, której używał niespodziewanie, aczkolwiek z premedytacją.
Był to sławetny krupniczek babci Jagienki, którym to krupniczkiem obrzucał Bogu ducha winnego przeciwnika, a ten zaskoczony i otumaniony, dawał się szybko pokonać... pomijam fakt, że wyżej wspomniany krupniczek był wyjątkowo niskiej jakości spożywczej, ale za to był bardzo wysoko notowany jako uniwersalna broń pomagająca niezbyt uczciwie pokonać wroga, jakikolwiek by on nie był.
Używanie tej broni nie było co prawda czynem godnym rycerza, ale cóż, i wśród rycerzy zdarzały się czarne owce i charaktery...Oczywiście Zawszerwącysiędowalki itd. nie unikał walki wręcz z przeciwnikiem, a wręcz oną uwielbiał.
W tym właśnie momencie zastajemy wyjątkowo rycerza w zamku, albowiem właśnie znajduje się w czasie pomiędzy zakończoną szczęśliwie, dla niego oczywiście, walką, a szukaniem zaczepki do odbycia następnej.
Gdy Zawszerwący itd. czekał na podanie wczesnej kolacji, składającej się z dwóch udźców baranich, czterech przepiórek, kilku bochenków chleba i butelek wina, obmyślał plan następnej wyprawy w poszukiwaniu wrażeń. Kontemplował sobie widok rozpościerający się za oknem, gdy coś go zastanowiło.
Patrzył tępo przed siebie i patrzył i nie mógł zrozumieć co dziwnego widzi... . Wtem dotarło do niego, że zastanowiły go kłęby dymu unoszące się nad niedalekim pagórkiem, to nie był widok codzienny, więc go troszkę zaintrygował. Podszedł bliżej okna i zaczął się przyglądać uważniej.
- ktoś nadaje wiadomość sygnałami dymnymi - skontatowal.
- trzebaby to szybko rozszyfrować .
Rozszyfrowanie sygnałów dymnych dla rycerza takiego jak on było istną pestką, albowiem już w dzieciństwie ze swymi towarzyszami bawił się w indian, a wiadomo, że umiejętność czytania sygnałów dymnych jest dla każdego szanującego się indianina sprawą wielkiej wagi.
Zastanowił się chwilkę nad sposobem utrwalenia tego co zaraz odczyta, chwycił w dłoń mały sztylet, wyciągnięty zza pasa, a z którym to sztyletem nie rozstawał się nawet podczas snu, i zaczął ryć odczytywaną wiadomość we framudze okna, z braku jakiegokolwiek innego poręczniejszego mebla.
Kiedy sygnały zaczęły się powtarzać spojrzał i przeczytał:

„ Help ! Stop Hilfe! Stop Pomocy! Stop Czy ktokolwiek mógłby Stop mnie wybawić !?!?!? Stop
Dziewica Stop z wieży Stop .”

Zamyślił się głęboko...oparł się o jakieś zakurzone dzieło sztuki w postaci rzeźby, które plątały się tu i ówdzie, po całym zamku, zaśmiecając go jeszcze bardziej, o ile to „jeszcze bardziej” było jeszcze w ogóle możliwe...
- No tak ... jak dziewica, to trzeba biec na ratunek... No jak nie dziewica, to też niby trzeba, ale w tym wypadku trzeba bardziej...
i jak pomyślał tak zrobił, ale nie od razu, bowiem nie lubił nigdzie się ruszać o pustym żołądku.
Dosiadł po obfitej kolacji swego rączego rumaka i pognał w kierunku skąd ulatywały w niebo jeszcze resztki kłębów dymu, coraz mniej widoczne.
Jechał i jechał i jechał i wciąż jechał, aż w końcu dojechał do rozstajów dróg.... Tu przystanął na chwilkę i zastanowił się.
-...trzeba się kogoś tutejszego spytać gdzie mieszka ta dziewica z wieży, bo inaczej będę tak jechał i jech.. ee...no właśnie...w każdym razie długo, i jak dojadę to może już być za późno.
Rozglądał się wkoło, za jakimś osobnikiem, gdy dostrzegł młodzieńca pasącego gęsi pod lasem.
-ooo...o to właśnie chodziło.
Pogonił konia i zaraz znalazł się w pobliżu upatrzonego tubylca.
- hej! – krzyknął – nie wiesz gdzie tu mieszka jakaś dziewica w wieży? Lub ostatecznie gdzie tu w okolicy jest jakaś wieża?
Młodzieniec wstał i rozglądnął się.
- mnie pan pyta?
-a widzisz tu kogoś innego oprócz Ciebie?
- nie, ale pytam na wszelki wypadek... wieża mówi pan...wieża, niech pomyślę...
i zaczął myśleć. Po jakichś pięciu minutach pracy myślowej, a widać było, że dla niego jest to naprawdę ciężka praca, rozpromienił się i rzekł:
-hmm, jest tu taka jedna, troche zdemolowana wieża, tam za pagórkiem, tym na lewo, ale o dziewicy to nic nie wiem.
-nie szkodzi, w każdym razie dziękuje za wskazanie drogi – Zawszerwącysię..itd. popatrzył z powątpiewaniem na pastucha i podążył we wskazanym mu przez niego kierunku. „ Co za ignorant” – pomyślał.
Jadąc wyobrażał sobie jak też może wyglądać taka dziewica z wieży, czy jest podobna może do jego dalekiej kuzynki Pelagii, która to kuzynka była cudnej urody..., czy też może będzie podobna do jednej takiej dziewicy jaką widział w zamku Lisengor, kiedy przybył na turniej rycerski...ech...rozmarzył się Zawszerwącysię..itd.
Może już czas się ustatkować- pomyślał – taka okazja się trafia ostatnio coraz rzadziej...- albo dziewice się w końcu zestarzeją, albo ja już nie będę taki rycerski i waleczny...wszystko się może
zdarzyć – westchnął i pogonił konia.
Za wyżej wspomnianym pagórkiem na lewo, co go zdziwiło, faktycznie ujrzał nieco zdemolowaną, ale zawsze wieżę. Podjechał bliżej, zadarł głowę i w najwyższym oknie ujrzał kogoś.
Objechał budynek dookoła, bo jako rycerz w młodości odebrał, no może niekompletne, ale jakieś tam wychowanie i wiedział, że do księżniczki nie powinno się krzyczeć, a już na pewno nie z takiej odległości.
Stanął skonsternowany pod wysokimi drzwiami, bardzo wykwintnie rzeźbionymi i z okuciami, zsiadł z konia i spróbował otworzyć drzwi. Były zamknięte. Zapukał. Nic. Zapukał jeszcze raz, tym razem głośniej. Dalej nic.
Pomyślał chwilkę, załomotał baaardzo mocno i dopiero wtedy usłyszał jakiś ruch.
Poczekał aż ruch zejdzie na dół do niego, przeczekał jakieś machinacje pod drzwiami i wreszcie drzwi stały otworem. W drzwiach zobaczył dziewczynę urody takiej sobie przeciętnej, z długimi będącymi w nieładzie włosami barwy lnu, i ubraną w męski strój.
- Czego ? – odezwało się zjawisko.
Zawszerwącysię..itd. zaniemówił.
– no czego? – domagało się odpowiedzi.
- ykhm, hmm, no hmm...jakby tu powiedzieć, no, że ja w potrzebie, znaczy nie, dziewica w potrzebie i ja ze swoim koniem pędze zaspokoić potrzebę, tfu, znaczy uwolnić, uratować znaczy się z potrzeby... –
aż spocił się cały i zrobił czerwony z wysiłku przypominając sobie po co tu przyszedł, do kogo i z przerażeniem słuchając co wygaduje.
- hehehe – znaczy się, że co? Do dziewicy przyjechał Pan? Ratować?
- no właśnie, przepraszam bardzo, zacznijmy może jeszcze raz, jakby Pani była łaskawa zamknąć drzwi dobrze?
- rozumiem że z tamtej strony?
- ekhm, no tak.
Drzwi się zamknęły, Zawszerwącysię..itd. ochłonął troszkę i zapukał.
- Dzień dobry!- powiedział widząc swoją poprzednią rozmówczynię.
- Witam, witam...
- Jestem sir Zawszerwącysiędowalki Nietylkozesmokami, przybyłem wezwany sygnałami dymnymi, ktoś z wieży wzywał pomocy, konkretnie pewna mi nieznana dama, zresztą wzywała pomocy z nieznanej mi wieży, o Boże co ja wygaduje, tzn. chciałem powiedzieć, że nie wiem czy dobrze trafiłem....

cdn....
dodaj komentarz
treść
podpis
przepisz kod z obrazka
kod
Copyright © 2002-2012 Anna Gross-Łoginów, Remigiusz Łoginów :: wersja cztery i pół