Za siedmioma górami, siedmioma morzami,
siedmioma...kurka wodna, co za bzdurny i bezsensowny początek
bajki... nie, zacznijmy jeszcze raz...
Dawno , dawno
temu...nie...to też beznadziejne...
No dobra, w każdym razie w
królestwie, którego nawet nigdy nie było na żadnej
mapie żył
sobie pewien waleczny rycerz „ Sir Zawszerwącysiędowalki
Nietylkozesmokami”
Posiadał przepiękne włości gdzieś na wsi,
które aktualnie niestety były strasznie zaniedbane, gdyż rycerz ów
rzadko bywał w domu z powodu swego porywczego charakteru i
niezaspokojonej chęci uganiania się za sławą i smokami. Pamiętały
one jednak czasy świetności praprzodka Zawszerwącegosię..., który to
przodek trzymał dwór mocna ręką i był panem co się zowie...Teraz
jednak dwór był ruiną i cud że jeszcze nie zagnieździły się na nim
jakoweś duchy praprzodków, przewracających się w rodzinnych
katakumbach, widząc co porobiło się z ich dziedzictwem...
Oprócz
rycerza, zamek zamieszkiwały stada pająków i ptaków, które to
stworzenia upodobały sobie to ciche i spokojne miejsce, na swój dom.
Zawszerwącysiędowalki, był strasznym przeciwnikiem, który
wszędzie węszył możliwość stoczenia walki. Na jego nieszczęście od
dawien dawna nikt w okolicy z nim nie chciał już zadzierać. Powodem
było to, iż ów rycerz nie zawsze stosował reguły fair play w
potyczkach jakie staczał... Hołdował bowiem zasadzie iż wszystkie
drogi prowadza do Rzymu, a co za tym idzie, każdy fortel jest dobry
by odnieść zwycięstwo.... Miał też w zanadrzu straszliwa broń
zaczepno - dyskwalifikującą przeciwnika, której używał
niespodziewanie, aczkolwiek z premedytacją.
Był to sławetny
krupniczek babci Jagienki, którym to krupniczkiem obrzucał Bogu
ducha winnego przeciwnika, a ten zaskoczony i otumaniony, dawał się
szybko pokonać... pomijam fakt, że wyżej wspomniany krupniczek był
wyjątkowo niskiej jakości spożywczej, ale za to był bardzo wysoko
notowany jako uniwersalna broń pomagająca niezbyt uczciwie pokonać
wroga, jakikolwiek by on nie był.
Używanie tej broni nie było co
prawda czynem godnym rycerza, ale cóż, i wśród rycerzy zdarzały się
czarne owce i charaktery...Oczywiście Zawszerwącysiędowalki itd. nie
unikał walki wręcz z przeciwnikiem, a wręcz oną uwielbiał.
W tym
właśnie momencie zastajemy wyjątkowo rycerza w zamku, albowiem
właśnie znajduje się w czasie pomiędzy zakończoną szczęśliwie, dla
niego oczywiście, walką, a szukaniem zaczepki do odbycia następnej.
Gdy Zawszerwący itd. czekał na podanie wczesnej kolacji,
składającej się z dwóch udźców baranich, czterech przepiórek, kilku
bochenków chleba i butelek wina, obmyślał plan następnej wyprawy w
poszukiwaniu wrażeń. Kontemplował sobie widok rozpościerający się za
oknem, gdy coś go zastanowiło.
Patrzył tępo przed siebie i
patrzył i nie mógł zrozumieć co dziwnego widzi... . Wtem dotarło do
niego, że zastanowiły go kłęby dymu unoszące się nad niedalekim
pagórkiem, to nie był widok codzienny, więc go troszkę zaintrygował.
Podszedł bliżej okna i zaczął się przyglądać uważniej.
- ktoś
nadaje wiadomość sygnałami dymnymi - skontatowal.
- trzebaby to
szybko rozszyfrować .
Rozszyfrowanie sygnałów dymnych dla
rycerza takiego jak on było istną pestką, albowiem już w
dzieciństwie ze swymi towarzyszami bawił się w indian, a wiadomo, że
umiejętność czytania sygnałów dymnych jest dla każdego szanującego
się indianina sprawą wielkiej wagi.
Zastanowił się chwilkę nad
sposobem utrwalenia tego co zaraz odczyta, chwycił w dłoń mały
sztylet, wyciągnięty zza pasa, a z którym to sztyletem nie rozstawał
się nawet podczas snu, i zaczął ryć odczytywaną wiadomość we
framudze okna, z braku jakiegokolwiek innego poręczniejszego mebla.
Kiedy sygnały zaczęły się powtarzać spojrzał i przeczytał:
„ Help ! Stop Hilfe! Stop Pomocy! Stop Czy ktokolwiek mógłby
Stop mnie wybawić !?!?!? Stop
Dziewica Stop z wieży Stop .”
Zamyślił się głęboko...oparł się o jakieś zakurzone dzieło
sztuki w postaci rzeźby, które plątały się tu i ówdzie, po całym
zamku, zaśmiecając go jeszcze bardziej, o ile to „jeszcze bardziej”
było jeszcze w ogóle możliwe...
- No tak ... jak dziewica, to
trzeba biec na ratunek... No jak nie dziewica, to też niby trzeba,
ale w tym wypadku trzeba bardziej...
i jak pomyślał tak zrobił,
ale nie od razu, bowiem nie lubił nigdzie się ruszać o pustym
żołądku.
Dosiadł po obfitej kolacji swego rączego rumaka i
pognał w kierunku skąd ulatywały w niebo jeszcze resztki kłębów
dymu, coraz mniej widoczne.
Jechał i jechał i jechał i wciąż
jechał, aż w końcu dojechał do rozstajów dróg.... Tu przystanął na
chwilkę i zastanowił się.
-...trzeba się kogoś tutejszego spytać
gdzie mieszka ta dziewica z wieży, bo inaczej będę tak jechał i
jech.. ee...no właśnie...w każdym razie długo, i jak dojadę to może
już być za późno.
Rozglądał się wkoło, za jakimś osobnikiem, gdy
dostrzegł młodzieńca pasącego gęsi pod lasem.
-ooo...o to
właśnie chodziło.
Pogonił konia i zaraz znalazł się w pobliżu
upatrzonego tubylca.
- hej! – krzyknął – nie wiesz gdzie tu
mieszka jakaś dziewica w wieży? Lub ostatecznie gdzie tu w okolicy
jest jakaś wieża?
Młodzieniec wstał i rozglądnął się.
- mnie
pan pyta?
-a widzisz tu kogoś innego oprócz Ciebie?
- nie,
ale pytam na wszelki wypadek... wieża mówi pan...wieża, niech
pomyślę...
i zaczął myśleć. Po jakichś pięciu minutach pracy
myślowej, a widać było, że dla niego jest to naprawdę ciężka praca,
rozpromienił się i rzekł:
-hmm, jest tu taka jedna, troche
zdemolowana wieża, tam za pagórkiem, tym na lewo, ale o dziewicy to
nic nie wiem.
-nie szkodzi, w każdym razie dziękuje za wskazanie
drogi – Zawszerwącysię..itd. popatrzył z powątpiewaniem na pastucha
i podążył we wskazanym mu przez niego kierunku. „ Co za ignorant” –
pomyślał.
Jadąc wyobrażał sobie jak też może wyglądać taka
dziewica z wieży, czy jest podobna może do jego dalekiej kuzynki
Pelagii, która to kuzynka była cudnej urody..., czy też może będzie
podobna do jednej takiej dziewicy jaką widział w zamku Lisengor,
kiedy przybył na turniej rycerski...ech...rozmarzył się
Zawszerwącysię..itd.
Może już czas się ustatkować- pomyślał –
taka okazja się trafia ostatnio coraz rzadziej...- albo dziewice się
w końcu zestarzeją, albo ja już nie będę taki rycerski i
waleczny...wszystko się może
zdarzyć – westchnął i pogonił
konia.
Za wyżej wspomnianym pagórkiem na lewo, co go zdziwiło,
faktycznie ujrzał nieco zdemolowaną, ale zawsze wieżę. Podjechał
bliżej, zadarł głowę i w najwyższym oknie ujrzał kogoś.
Objechał
budynek dookoła, bo jako rycerz w młodości odebrał, no może
niekompletne, ale jakieś tam wychowanie i wiedział, że do
księżniczki nie powinno się krzyczeć, a już na pewno nie z takiej
odległości.
Stanął skonsternowany pod wysokimi drzwiami, bardzo
wykwintnie rzeźbionymi i z okuciami, zsiadł z konia i spróbował
otworzyć drzwi. Były zamknięte. Zapukał. Nic. Zapukał jeszcze raz,
tym razem głośniej. Dalej nic.
Pomyślał chwilkę, załomotał
baaardzo mocno i dopiero wtedy usłyszał jakiś ruch.
Poczekał aż
ruch zejdzie na dół do niego, przeczekał jakieś machinacje pod
drzwiami i wreszcie drzwi stały otworem. W drzwiach zobaczył
dziewczynę urody takiej sobie przeciętnej, z długimi będącymi w
nieładzie włosami barwy lnu, i ubraną w męski strój.
- Czego ? –
odezwało się zjawisko.
Zawszerwącysię..itd. zaniemówił.
– no
czego? – domagało się odpowiedzi.
- ykhm, hmm, no hmm...jakby tu
powiedzieć, no, że ja w potrzebie, znaczy nie, dziewica w potrzebie
i ja ze swoim koniem pędze zaspokoić potrzebę, tfu, znaczy uwolnić,
uratować znaczy się z potrzeby... –
aż spocił się cały i zrobił
czerwony z wysiłku przypominając sobie po co tu przyszedł, do kogo i
z przerażeniem słuchając co wygaduje.
- hehehe – znaczy się, że
co? Do dziewicy przyjechał Pan? Ratować?
- no właśnie,
przepraszam bardzo, zacznijmy może jeszcze raz, jakby Pani była
łaskawa zamknąć drzwi dobrze?
- rozumiem że z tamtej strony?
- ekhm, no tak.
Drzwi się zamknęły, Zawszerwącysię..itd.
ochłonął troszkę i zapukał.
- Dzień dobry!- powiedział widząc
swoją poprzednią rozmówczynię.
- Witam, witam...
- Jestem
sir Zawszerwącysiędowalki Nietylkozesmokami, przybyłem wezwany
sygnałami dymnymi, ktoś z wieży wzywał pomocy, konkretnie pewna mi
nieznana dama, zresztą wzywała pomocy z nieznanej mi wieży, o Boże
co ja wygaduje, tzn. chciałem powiedzieć, że nie wiem czy dobrze
trafiłem....
cdn....




