Zasnełam i znalazłam się w swojej
zwykłej postaci w lesie... ubrana
w jakąś czarną zwiewną
sukienkę... troszeczkę prześwitującą...
wedrowałam sobie po
lesie..., bardzo gęstym, ale jednocześnie jasno
oświetlonym
....nie byłam sama, tzn fizycznie tak, ale czułam intuicyjnie
czyjąś obecność...w gruncie rzeczy to czułam się tak jakby ktoś
właśnie
mnie gdzieś prowadził...
Dotarłam na skraj polany,
dosyć dużej, na środku której znajdowało się
sporych rozmiarów
jezioro z wpływającym doń strumieniem tworzącym rodzaj
wodospadu...
Stałam, przed soba mając jakieś krzewy, które
obficie obrastały skraj
tej polany...i nie mogłam się ruszyć.
Przyglądałam się tafli jeziora.
Wtedy zobaczyłam smoka...
zielonego oczywiście i w pewnym sensie hmm...
nie pamietam jak
wygladał...w każdym razie czułam jego ciepło...jego
piękno...i
coś ...czego nie potrafiłam w pierwszej chwili określić...
tzn
uczucie podniecenia na jego widok....
pluskał się w
wodzie...ginął mi z oczu co chwile nurkując...i dobrze się
bawił...
Nagle znieruchomiał i zaczął intensywnie wciągać w
nozdrza
powietrze...przestałam oddychać...
nie ze
strachu...bo bardzo chciałam być z nim...dotknąć go...
ale
zniknął...
Znalazłam się na brzegu...stojąc na trawie i troche w
wodzie...widziałam
swoje stopy...i czulam ciepły, pieszczotliwy
dotyk wilgoci z jeziora...
smoka już nigdzie nie było i nie
czułam nawet już jego obecności..
tak jakby go w ogóle tu nie
było...
Weszłam do wody...byłam naga...choć nie przypominam
sobie żebym coś z
siebie zdejmowała...unosiłam się na wodzie...
a potem podpłynęłam do wodospadu...
stanęłam pod nim tak, że
woda spływała kaskadami na moje cialo...
i poczułam że ktoś na
mnie patrzy...ale to było przyjemne...
uczucie
zainteresowania...i jakoś nie przejmowałam się tym...
potem
położyłam się na plecach w trawie...pachniała czymś czego się nie da
określić...
nie pachniała jak trawa...ale jak coś gorącego i
wilgotnego...
coś co podnieca i wywołuje uczucie rozkoszy...
w tym momencie poczułam czyjąś cielesną obecność...
nad
soba...i obok siebie...
ale nie mogłam otworzyć oczu...
wtedy stałam się nagle z uczestnika tego
spektaklu...widzem...choć czułam
wszystko co się ze mna
dzieje...
zobaczyłam siebie naga, leżącą w trawie...i nademną
pochylającego sie
smoka..., tego samego, którego wcześniej
widziałam....przypatrywał mi
się...
potem ostrożnie wziął
mnie w swoje łapy...poczułam to...jego
dotyk...chłodny i
wilgotny ... i czułam że nic mi się nie stanie...byłam
bezpieczna... a jednocześnie bardzo pobudzona...
położył
mnie sobie na rozpostartej dłoni (raczej łapie...)
a drugą
zaczął delikatnie błądzić po całym moim ciele...
czułam to
wszystko, każdy ruch jego palców...jego dotyk był przyjemny aż do
bólu...fizycznego bólu...
widziałam że jemu to też sprawia
wielka przyjemność...
uśmiechał się choć tego nie widziałam ale
wyczuwałam...
W tym momencie moim ciałem wstrząsnął
dreszcz...uczucie,
że cos zawładnęło mną do końca... poruszając
wszystkie nerwy....
czułam go w sobie choć we mnie nie był...
czułam jego dotyk...jego obecność we mnie głęboko...
i to
powodowało że ból stawał się coraz większy...
ale to było jak
narkotyk... ból, który się wciąż chce przeżywać...
i jeszcze
raz... i jeszcze... i jeszcze...
i...
obudziłam się...




