Zielona Remi Sta¶ Gabrysia
BlogAlbum rodzinnyDziennik budowyPortfolioKontakt

Blog

Historia Ircka i Speedka

13.05.2002 12:53 :: zielona-wiedźma
kiedyś dawno, dawno temu gdy przebywałam z wizytą u bardzo dobrego znajomego w Szczecinie z okazji Walentynek zostałam zaproszona do sklepu zoologicznego :)
i dostałam w prezencie szczurka...
Ircek go nazwałam i ani ofiarodawca, ani ja go nie wybrałam... Ircek sam wybrał mnie, jako jedyny za szklaną ścianą akwarium siedział spokojnie pośrodku trocin, ruszając wąsami i rozumnie spoglądając na mnie czarnymi koralikami oczu. Reszta jego towarzyszy kłębiła się w rogu.
Kiedy pierwszy raz wzięłam go do ręki mieścił się cały w zamkniętej dłoni.
Całą drogę ze Szczecina do Krakowa siedział u mnie na ramieniu lub we włosach, albo spał w rękawie swetra, chodził ze mną na papierosa na korytarz i dla towarzystwa skubał słonecznik.
Wtedy to było jego ulubione pożywienie.
Potem zamieszkał w klatce w akademiku i chodził ze mną wszędzie, na zajęcia, laboratoria, imprezy.
Nauczył się bardzo szybko, że na zajęciach ma spać lub spokojnie siedzieć w rękawie, na przerwie ma czas dla siebie na wybiegu w kwiatkach na parapecie.
Zaczął reagować na swoje imię. Lubił wszystkich ludzi, w całym swoim życiu zdarzyło mu się tylko dwa razy ugryźć człowieka w tym raz jeden mnie, przez przypadek, za co później przepraszał mnie przez pół dnia.
Siadywaliśmy sobie razem na korytarzu w akademiku ucząc się do kolokwiów, popijaliśmy piwo, ja paliłam, Ircek zżerał banderolki z papierosów, a czasem i przegryzał mi same papierosy.
Potem wracaliśmy do pokoju, ja przodem a za mną prawie przy nodze Ircek.
Był tak mądry i taki kochany...
Potem zachorował, chorował długo...
Potem ja znalazłam się w szpitalu, a kiedy wyszłam, dowiedziałam się że Jego już nie ma...
nie zdążyłam się z nim pożegnać...

Wtedy uświadomiłam sobie, że właśnie wraz z odejściem Ircka skończył się pewien etap w moim życiu...
już nie będzie szalonych wypraw na koniec polski... że zgubiłam gdzieś klucze do Nienacka...
nie będzie już zbierania na turbodoładowanie do miotły, bo nagle jest wiele ważniejszych spraw...
i życie zaczęło poważniej, szybciej i ODPOWIEDZIALNIEJ biec do przodu...

Chciałam jeszcze zatrzymać te czasy...
Pojawił się w moim domu zastępca Ircka - Speedek, mądry, bardzo sympatyczny i kochany zwierzak, trochę bojaźliwy.
I teraz właśnie po kilku latach umiera mi na rękach... przychodzę do domu - Speedek leży przed klatką ciężko oddychając... i ledwo chodząc od razu wyciąga pyszczek i prosi o wzięcie go na ręce.
Nigdy nie lubił siedzieć na rękach, a teraz najchętniej by z nich nie schodził w ogóle...
patrzę ja umiera...
Takich małych zwierzątek nie leczy się, nie operuje się, poprostu się je usypia.
I nie wiem co gorsze, patrzeć jak męczy się, jednocześnie dając mu te chwile gdy czuje się szczęśliwy przytulony do mnie, czy pozwolić mu odejść... tylko że odejście to wiąże się z MORDERSTWEM !
Z decyzją o ZABICIU mojego małego przyjaciela...
Copyright © 2002-2012 Anna Gross-Łoginów, Remigiusz Łoginów :: wersja cztery i pół