31.05.2002 13:19 :: zielona-wiedźma
Dzisiaj
jest spokojnie, albowiem wszystkie piątki (oczywiście oprócz tych,
które są czwartkami z powodu tego, że weekend czasem zaczyna się
w niedziele...), no więc wszystkie piatki są niespieszne, ślamazarne
i ogólnie
ciągną się jak ciągutki a czasem i mordoklejki...
Wszystkie Sprawy leżą na biurku i czekają na POWEEKENDZIE,
w
telefonach słychać tylko "eee, no a czy może pani zadzwonić w
poniedziałek?
... bo wie pani dzisiaj to nikt żadnej decyzji nie
podejmie..."
no toteż właśnie taki jest piątek...
dlatego
dzisiaj będzie w związku z tym piękny dzień,
a zacznie się ten
piękny dzień o godzinie 17:05
po wyjściu z pracy...:)
mózg
zacznie pracować normalnie...
ciało zacznie się przystosowywać
do pozycji horyzontalnej
oczy w końcu zobaczą coś innego niż
pikselowy obraz zielonego pulpitu
no i ogólnie
EXTAZA...
nigdzie się nie trzeba spieszyć, i ten komfort psychiczny,
dzisiaj mogę robić co chcę
nawet schlać się nieprzytomnie,
seksić się całą noc...
bo jutro poprostu jest sobota...
i można cały dzień normalnie NIC nie robić :)))))))
temu kto
wymyślił godzinę 17:05 w piątek powinno się dać nagrodę jakąś
np. filipa, oskara czy jakiegos innego globa :)
no i
zaczyna się odliczanie...
jeszcze tylko niecale 4 godziny...;)
27.05.2002 10:50 :: zielona-wiedźma
patrzę
na niego
krew z mojej krwi
ciało z mojego ciała
tak
niedawno byliśmy jedno
teraz wyrywa się
spod moich skrzydeł
jeszcze niezbyt zdecydowanie
niezby śmiało
zbyt zależny
ode mnie
lecz już nie długo...
gdy wracam
czeka na mnie
przytula się
odruchowo
potrzebuje mojego ciepła
potem biegnie do swoich
WAŻNYCH spraw
coraz ważniejszych
i liczniejszych
a gdy zasypia w moich ramionach
wsłuchuje się w jego oddech
i próbuje zamknąć głęboko
wszelkie niepokoje
o los świata...
ON jest moim światem
tak niedawno byliśmy jedno...
20.05.2002 15:42 :: zielona-wiedźma
złóż
wilgotne usta na moich, zabierz mi oddech spokojny
zamień me
zmysły w popiół
naznacz mnie pragnieniem
miłości
i
spełnienia
chcę być tą jedyną
w cieple twoich dłoni
przynajmniej przez chwilę
jedną
tak krótką, by
wystarczyło szepnąć - kochałam
i zniknąć...
16.05.2002 15:55 :: zielona-wiedźma
w słuchawkach leci metallica
pod
palcami klawiatura
na ekranie jakaś baza
z którą nie
pamiętam co miałam zrobić
na nogach glany
obojętnie
przyjmują krytyczne
spojrzenia prezesa
i świecą mu w nos
swoimi
trochę zakurzonymi czubkami
lubię pracować ze
słuchawkami
na uszach
lubię pracować gdy w mózgu gdzieś tam
eksplodują dźwięki
palce szybciutko biegają po klawiszach
i nie wiadomo kiedy
czas ucieka
i baza zrobiona
bez
myślenia, intuicyjnie rozwiązują się problemy...
jeszcze tylko
raporcik malutki
i już będzie można iść do domu
dzisiaj mam
strasznie dziki nastrój
taki co to kopie i gryzie, ubiera się na
czarno
macha długimi włosami, błyszczy kilkoma kolczykami w uchu
i kopie puszki na ulicy
heheh
myślałby kto - poważna
pani informatyk
w długiej spódnicy z rozcięciem zszytym 2
zszywkami biurowymi,
(spódnica nie wytrzymała napięcia przy
czołganiu się
i podpinaniu kabli sieciowych na produkcji)
wyalienowana dzisiaj się czuje pośród
tych wszystkich
panienek na obcasach
w miniówach, wydekoltowanych, w żakiecikach
żeby poprawić sobie humor zagram sobie dzisiaj
w Delta
Force np.
i pozabijam wszystkich swoich wrogów...
...
16.05.2002 13:45 :: zielona-wiedźma
dzisiaj
okulary
sine obwódki wokół
oczy
litry łez w kącikach
usta
milion niewypowiedzianych słów
serce
przepełnione pustką
dusza
łka w bezsilności
przeklinam Ciebie
Boże
przeklinam
za to co mi
dajesz
za to co mi zabierasz
że muszę wciąż
z kimś
umierać na nowo
i ufać
i kochać
i tracić
14.05.2002 13:13 :: zielona-wiedźma
Speedek odszedł wczoraj... i nie mam siły ani ochoty nic
pisać...
13.05.2002 12:53 :: zielona-wiedźma
kiedyś dawno, dawno temu gdy
przebywałam z wizytą u bardzo dobrego znajomego w Szczecinie z
okazji Walentynek zostałam zaproszona do sklepu zoologicznego :)
i dostałam w prezencie szczurka...
Ircek go nazwałam i ani
ofiarodawca, ani ja go nie wybrałam... Ircek sam wybrał mnie, jako
jedyny za szklaną ścianą akwarium siedział spokojnie pośrodku
trocin, ruszając wąsami i rozumnie spoglądając na mnie czarnymi
koralikami oczu. Reszta jego towarzyszy kłębiła się w rogu.
Kiedy pierwszy raz wzięłam go do ręki mieścił się cały w
zamkniętej dłoni.
Całą drogę ze Szczecina do Krakowa siedział u
mnie na ramieniu lub we włosach, albo spał w rękawie swetra, chodził
ze mną na papierosa na korytarz i dla towarzystwa skubał słonecznik.
Wtedy to było jego ulubione pożywienie.
Potem zamieszkał w
klatce w akademiku i chodził ze mną wszędzie, na zajęcia,
laboratoria, imprezy.
Nauczył się bardzo szybko, że na zajęciach
ma spać lub spokojnie siedzieć w rękawie, na przerwie ma czas dla
siebie na wybiegu w kwiatkach na parapecie.
Zaczął reagować na
swoje imię. Lubił wszystkich ludzi, w całym swoim życiu zdarzyło mu
się tylko dwa razy ugryźć człowieka w tym raz jeden mnie, przez
przypadek, za co później przepraszał mnie przez pół dnia.
Siadywaliśmy sobie razem na korytarzu w akademiku ucząc się do
kolokwiów, popijaliśmy piwo, ja paliłam, Ircek zżerał banderolki z
papierosów, a czasem i przegryzał mi same papierosy.
Potem
wracaliśmy do pokoju, ja przodem a za mną prawie przy nodze Ircek.
Był tak mądry i taki kochany...
Potem zachorował, chorował
długo...
Potem ja znalazłam się w szpitalu, a kiedy wyszłam,
dowiedziałam się że Jego już nie ma...
nie zdążyłam się z nim
pożegnać...
Wtedy uświadomiłam sobie, że właśnie wraz z
odejściem Ircka skończył się pewien etap w moim życiu...
już nie
będzie szalonych wypraw na koniec polski... że zgubiłam gdzieś
klucze do Nienacka...
nie będzie już zbierania na
turbodoładowanie do miotły, bo nagle jest wiele ważniejszych
spraw...
i życie zaczęło poważniej, szybciej i ODPOWIEDZIALNIEJ
biec do przodu...
Chciałam jeszcze zatrzymać te czasy...
Pojawił się w moim domu zastępca Ircka - Speedek, mądry, bardzo
sympatyczny i kochany zwierzak, trochę bojaźliwy.
I teraz
właśnie po kilku latach umiera mi na rękach... przychodzę do domu -
Speedek leży przed klatką ciężko oddychając... i ledwo chodząc od
razu wyciąga pyszczek i prosi o wzięcie go na ręce.
Nigdy nie
lubił siedzieć na rękach, a teraz najchętniej by z nich nie schodził
w ogóle...
patrzę ja umiera...
Takich małych zwierzątek nie
leczy się, nie operuje się, poprostu się je usypia.
I nie wiem
co gorsze, patrzeć jak męczy się, jednocześnie dając mu te chwile
gdy czuje się szczęśliwy przytulony do mnie, czy pozwolić mu
odejść... tylko że odejście to wiąże się z MORDERSTWEM !
Z
decyzją o ZABICIU mojego małego przyjaciela...
09.05.2002 16:59 :: zielona-wiedźma
odziedziczyłam
dzisiaj po usilnych staraniach cudo techniki - notebooka...
oczywiście firmowy i odziedziczony nie po babci, czy jakimś krewnym,
tylko po pracowniku który już tutaj nie pracuje.
Darowanemu
koniowi nie patrzy się w zęby więc na razie nie przeklinam tylko
próbuje się z nim zaprzyjaźnić...
:)
nawet nieźle mi poszło
bo jeszcze chodzi, spełnia wszystkie moje zachcianki, oczywiście w
granicach swoich możliwości no i mogę wreszcie przestać nosić w
torbie dziesiątki dyskietek, z których połowa w najmniej
oczekiwanych momentach okazuje się niedoużytku, no i kilkanaście
cd-ków z danymi...:) ha i teraz będe mogła sobie usiąść w parku i
poklepać w klawiaturę patrząc zezem na otaczającą przyrodę...
ech a tak w ogóle to już jestem zmęczona rozwiązywaniem tych
wszystkich problemów w pracy ... nie mam weny twórczej, same
przyziemne sprawy się zwaliły na mnie... mam nadzieję że w weekend
mi się biometry poprawią :)
06.05.2002 16:20 :: zielona-wiedźma
przylazł leniwie dzisiaj do mnie
poniedziałek
najpierw przejrzał się zaspanymi oczami
w
upstrzonym lustrze w łazience
następnie ubrał co mógł na lewą
strone
i tył do przodu
no i oczywiście patrząc przez okno
nie przyszło mu na myśl, że będzie PADAĆ
potem spóźnił się
na busa
oglądając tylne tablice rejestracyjne
rzeczonego
odjeżdzające w siną dal
sprzed nosa
potem fachowo zajął się
komputerem
w wyniku czego pół dnia poniedziałkowego
trzeba
było spędzić nad przeinstalowaniem
formatowaniem itd.
no i
patrzę prosto w oczy poniedziałkowi
wyzywająco patrzę i
powtarzam sobie
licząc spokojnie do dziesieciu
że NIE będę
się dzisiaj DENERWOWAĆ
nic a nic...
tylko nastawiam się na
większe ilości
zdarzeń losowych, a niech tam
ja miałam wolne
dni,
to poniedziałek też musi mieć coś z życia :)