22.12.2001 10:34 :: zielona-wiedźma
no i do Świąt pozostało już
niecałe 3 dni :)
prezenty kupione, choinka ubrana, zakupy
jeszcze w toku, wymiecione wszystkie pająki z kątów, śniegu
wystarczająca ilość...
niedługo zasiądziemy do wigilijnego
stołu, podzielimy się opłatkiem, zapatrzymy się w puste nakrycie,
dla nieoczekiwanego gościa...
powspominamy...
uronimi kilka
łez z żalu za tymi, którzy już odeszli od nas i brakuje ich przy
naszym stole...
ech... Święta, magiczny okres... miłości,
wspólnoty z innymi ludźmi
szkoda że ta atmosfera nie może
trwać przez cały rok...
a tak w ogóle to spokojnych i
wyjątkowych Świąt, szalonego Sylwestra, spełnionych życzeń w Nowym
Roku,
i aby nikogo w przyszłym roku przy Wigilijnym stole nie
zabrakło,
tego życzę sobie i Wam :)
19.12.2001 15:11 :: zielona-wiedźma
Fajnie jest siedzieć na parapecie (mimo że
w moim wieku podobno już nie wypada...) :) w tylną część ciała
ciepło, bo pod parapetem umiejscowiony, bardzo przezornie,
kaloryfer, który wszystkimi swoimi żeberkami grzeje co sił... i
patrzeć sobie jak na tarasie wolno aczkolwiek systematycznie
powiększa się pokrywa śniegu...
i mysleć sobie filozoficznie o
wszystkim i niczym...
pozbierać myśli - te nieposkładane...
szkoda tylko że nie można na tym parapecie spędzić
troche więcej czasu...
no nie to żeby od razu całe
życie... :) ale przynajmniej
jego część, wystarczającą, żeby
padający z nieba puch mógł
odseparować od wszystkiego co nie
takie jakie by się chciało
żeby było, od wszystkich problemów i
zawiłości życia...
to nic że potem przyjdzie odwilż i
odsłoni całe błoto, brud
i szarości...
teraz jestem ja, mój
parapet i nos przyklejony do szyby
i nastrój jakoby
melancholijny...
--- tak było wczoraj a dzisiaj?
ech...
a dziś sama proza zycia mnie zastała w pracy
czyli wszystko sie zwaliło na mnie, szef usiłuje mi wmówić że nic
nie robię... efektów nie widać, widoki marne...
już się powoli
na szefa uodparniam, ale mimo wszystko człowiek lubi wiedzieć że to
co robi ma sens, zwłaszcza jeśli wykonuje to co lubi przez całe 8
godzin - pięć dni w tygodniu, wiem, wiem nie dość że robię to co
lubię to jeszcze bym chciała żeby to było doceniane... już taka
rozbestwiona jestem...:)
do pracownika też trzeba mieć
odpowiednie podejście...
może są ludzie na których krytyka
działa mobilizująco
(na mnie czasami też, ale tylko
konstruktywna, co w wykonaniu
mojego bossa jest rzeczą
niewykonalną...) a ja staje
okoniem, wszystko mi się wewnątrz
przewraca do góry nogami no jakże to tak, męczę się, pracuje i
wszystko to nic?
żadnej pochwały? ale o czym ja mówię, jakiej
pochwały, ja tylko nie chcę być obsobaczana za wszystko i tyle...
chcę się cenić, ZA DUŻO chyba wymagam !
14.12.2001 12:56 :: zielona-wiedźma
Narodziło
się w ciszy, przy śpiewie ptaków
tajemnicą
pozostanie...dlaczego...
pośród drzew, które nikomu nic nie
zdradzą
na trawie, przesyconej zapachem pożądania
bezwstydnie zakwitło...
uczucie...
płonące jasnym i
gorącym płomieniem
podsycanym coraz to nowym doznaniem
Twoja
ciagła obecność w moich myślach
twarz Twoja zapamiętana w każdym
szczególe..
dotyk, który pozostawił trwały ślad na skórze
niewidoczny, ale wyryty dokładnie w pamięci...
zapamiętane
każde muśnięcie Twoich palców...
tysiące pocałunków, których
ciągle mało
które palą moje wargi...
ugasić ten ogień
może tylko kolejny ich tysiąc...
i znów następny i znów...
to już uzależnienie...
od Twego ciała i Twojej duszy...
podobno wzajemne
zbyt piękne, żeby prawdą być mogło
zbyt
cielesne, by snem tylko było...
rzeczywistość
moja
dłoń w Twojej dłoni
bezpieczna
przynajmniej na czas
jakiś...
bliżej... nieokreślony...
13.12.2001 09:56 :: zielona-wiedźma
- „już czekam trzeci dzień patrząc na
drzwi, czy przyjdzie coś od Ciebie,
czy przyjdziesz Ty....." -
nucąc jakąś starą melodię Athir nerwowo rozglądał
się po
okolicy. Wreszcie podjął decyzję i po chwili z zielonkawej mgiełki
wyszedł przeciętnych rozmiarów smok, rozejrzał się wkoło i wypuścił
lewą dziurką nosa regularne kółko (czerwone), nabrał powietrza w
płuca i zakrzyknął:
-
„AAAAAAANNNNNNNGGGGGGGOOOOOOORRRRRRRKKKKKKKUUUUUUU!!!!!!!!!!" -
poczym zwinął się w kłębek i zaczął nasłuchiwać odzewu od swojej
wróżki.
Mijały minuty, godziny, a on czekał na swój skarb o
nefrytowych oczach.
Athir głęboko wciągnął powietrze w
nozdrza, było przesycone zapachem jego
Wróżki, która już tak
dawno znikła by zwalczyć jakiegoś złośliwego demona który jej od
czasu do czasu dokuczał.
- Echhhh - westchnął wypuszczając kłęby
dymu - marność - kilka godzin temu
nagły błysk wyrwał go z
zadumy a gdy rozejrzał się wokół siebie zobaczył, że jego skarb
pojawił się tuż obok jego lewej łapy. Athir ucieszył się wtedy
bardzo, gdyż sama już jej obecność sprawiała mu wielką radość, czuł
się przy niej potrzebny i szczęśliwy. Nagle poczuł jakieś uderzenie,
zamroczyło go i gdy odzyskał wzrok jej nie było, nie było też polany
na której leżał i rozmawiał ze swoją wróżką. Ogarnął go niepokój -
co się ze mną stało? gdzie jest Ona??? -
Postanowił ją odszukać
podbiegł kilka kroków, odbił się i zaczął machać skrzydłami,
wznosząc się coraz wyżej. Po kilkugodzinnych bezowocnych
poszukiwaniach wrócił w to samo miejsce zawołał wróżkę, zwinął się w
kłębek i zasnął...
Athira obudziło przejmujące zimno,
rozprostował powoli całe ciało, tu i ówdzie posypał się lód który
nad ranem pokrył ciało Athira. Smok rozejrzał się wkoło, poczłapał
do pobliskiego jeziora i zanurzył się w nim po szyje.
-
FFFFFFffffffffffffuuuuuuuppp -prychnął wypuszczając kłęby kolorowego
dymu
- jak ja nie znoszę zimna- mruknął, poczym wyszedł z wody i
otrząsnął się.
- trzeba coś zjeść - pomyślał, rozłożył skrzydła
i poleciał zapolować na śniadanko. Nie musiał latać długo, za lasem
zobaczył zagrodę, obok której pasło się stadko kóz. Athir zanurkował
i złapał jedną w paszczę, drugą chwycił pazurami i odleciał na swoją
polankę, by w spokoju spożyć zasłużoną pieczeń.
Gdy tylko zdążył
uprzątnąć po jedzeniu, zobaczył przed sobą zieloną mgiełkę z której
po chwili wynurzyła się jego wróżka. Athir ucieszył się, bo nawet
słońce latem nie ogrzewało go tak jak Jej obecność. Porozmawiali
chwilkę, lecz znów nie dane mu było cieszyć się jej obecnością zbyt
długo (gdyby to zależało tylko od niego to porwałby wróżkę i
zatrzymał tylko dla siebie, ale czyż można zatrzymać kogoś kto umie
znikać???) gdyż znów musiała odejść, by walczyć z demonami Netu
(Athir podejrzewał, że Net to jakaś kraina leżąca na północ od jego
LASU).I znów Athir został sam, żeby zabić czas grał sobie w kamyczki
podrzucając ich coraz więcej, potem zabrał się za układanie z nich
napisu na ziemi, napis brzmiał: „Angorek - najcieplejsza wróżka
sfiata" - co prawda napis był z drobnym błędem, ale smok jako i tak
najbardziej uczony smok w całej krainie na południe od Permu nie
przejął się tym za bardzo. Zmęczony tą całą bezczynnością zasnął,
jeszcze raz przed snem na wszelki wypadek zawoławszy swoją ukochaną
wróżkę.
12.12.2001 15:11 :: zielona-wiedźma
tylko mnie poproś do tańca
ja
na nic więcej nie liczę
od krańca świata do krańca
od piekła
do nieba bram
tylko mnie poproś do tańca jakbyś mnie kochał
nad życie
ja Ci z nadzieji różańca
odpust dam...
...
tylko mnie poproś do tańca
dopóki młoda godzina
pożółknie zegara tarcza
zanim wybije mój czas
tylko
mnie poproś do tańca,
w którym się życie zatrzyma
ta płyta
chociaż już zdarta
jeszcze gra...
[...]
12.12.2001 12:23 :: zielona-wiedźma
Za oknem pada deszcz , wciąż pada ...
czemu niebo płacze
kroplami od łez mniej słonymi ,
a
słońce zakrywa swe oblicze
chmurami ciemnymi ...
Gdy ja
jestem szczęśliwa ...
Ptaku śpiewający tuż nade mna nie
zawodź tak głośno
jeszcze cię ktoś uslyszy i pomyśli ,
żem
szczęśliwa jest szczęściem ...
... miłości
Kwiaty, nie
kłaniające się ku moim stopom,
jeszcze ktoś dowie się,
żem
kochana jest kochaniem wzajemnym...
Boże nie wstrzymuj dnia
, ani nocy
bom jest jak innych wielu
a to, że znalazłam
miłość
nie czyni mnie pierwszą...
11.12.2001 09:33 :: zielona-wiedźma
"Zamknij oczy otwórz myśli swe
wyciągnij ręke przez świat
i dotknij mnie...
jeszcze
przed chwilą czułem twój żar
nagle ciemność zaległa...
rozejżałem się wokół...
zostałem sam............."
-
mruknął Athir zmieniając się w węża i owijając wokół terminala, co
chwile wysuwając swój widlasty języczek.
Tak mi sie z
Tobą przyjemnie rozmawia że nie mogę się doczekać kiedy
znowu
będziemy mogli zamienić kilka słów... (Działasz na mnie jak
narkotyk, którego dawki trzeba ciągle zwiększać aż do... - Athir
na samą
myśl zmienił się w średniej wielkości tygrysa i mruknął
z rozrzewnieniem).
przyjdź i powiedz do mnie choć słówko i
uśmiechnij się, tylko to mnie
trzyma wśród ludzi.
Skarbie mój tęsknie (może masz zajęcia a może nie chcesz już
spotkać Athira
<-pomyślał Athir wpadając w czarną rozpacz)
Athir zmienia się w smoka i rozgląda się na czym by się tu
wyładować by
pozbyć się stresu
to może zakrawa już na
szaleństwo i głód narkotykowy
ale wciąż
niema Cię.....
a ja tu usycham.....
ogień trawi mnie...
przyjdź i napój
mnie...
bym dalej mógł żyć..
wczoraj jak leciałem sobie
do domku to przed jakąś szopą zobaczyłem
piekną krówkę, heh
wystarczył jeden fireball i na obiadek miałem gulasz
(Athir Smok
lubi gulasz). I w zasadzie wszystko było by dobrze ale ten
katar... kurcze w czasie lotu kichneło mi się i puściłem z dymem
jakąś
wieś...(i znowu bedzie w prasie nagonka na smoki ze tylko
napadać i palić
potrafią)...trzeba będzie się gdzieś zaszyć i
odchorować.
Przez ten katar to przecież niejaki Krak kazał
zatłuc mojego stryjecznego
dziadka niejakiego Wawelskiego
(któren to właśnie przechodził ciężką
grype i miał ogromny
katar). A z tym jedzeniem dziewic to też nieprawda...
(ale co z
nimi robią to już jest osobista tajemnica każdego smoka).
za
oknem wiosna...a wiosną pragnienia wszystkich istot dążą... (wiadomo
do
czego)...ech... i tylko mi Ciebie brak w tym
więzieniu..(nucąc jakiś
błąkający się po głowie kawałek, bardzo
romantyczny)...
Nie gniewaj się na mnie proszę (Athir staje
słupka i prosi)
10.12.2001 09:42 :: zielona-wiedźma
Ja nie wiem czy kieszonkowców przybyło,
czy stali się bardziej bezczelni, czy też ja poprostu weszłam z
wielkim hukiem w wiek w którym jest się atrakcyjną dla złodzieji...
w każdym razie faktem stało się iż w ostatnim tygodniu usiłowano
2 razy pozbawić mnie moich ciężko zarobionych pieniędzy.
Do obu
zdarzeń doszło w środkach komunikacji miejskiej... moje szczęście że
posiadam wiedźmowatą intuicję i siódmy zmysł, bo czuć to nic nie
czułam, ani że dobierają mi się do plecaka, ani że otwierają mi
torebkę. Jak tak dalej pójdzie będe musiała zacząć poruszać się na
piechotę, albo rowerem, przy czym kto mi znów zagwarantuje że nikt
mi rowera nie gwizdnie? ha patowa sytuacja ...
Ostatnim
razem złapałam gościa za ręke przypadkiem sięgając do torebki i co?
i wyrwał się a ja poprostu zamknęłam torebkę i tyle było. Nawet nie
wiem jak miałabym zareagować, krzyczeć? przeciez nic się nie stało,
opieprzyć gościa? jeszcze bym dostała w zęby od jego kolegi, bo
przecież chodzą dwójkami...
koszmar... i jak człowiek ma się
czuć bezpiecznie?
07.12.2001 09:45 :: zielona-wiedźma (wpis dotyczy designu poprzedniego bloga)
no więc... w związku z zarzutami
zewsząd na mnie padającymi (Oddaj to NIE TYLKO do ciebie :)...), iż
smutno jest na moim blogu...
ogłaszam co następuje:
primo:
samotne drzewo z lewej strony fcale nie uosabia mojej samotności
:)) hehe
podoba mi się mój design i żadnych podtekstów proszę w
nim się nie doszukiwać!
secondo:
jeśli piszę cokolwiek
smutno to fcale nie oznacza zaraz że mam doła i że to jest ostatni
śpiew, łabędzie nuta i że idę się zaraz powiesić...
śmiejąc się
też można pisać smutne przemyślenia...
tertio:
to już
zapomniałam co tutaj miałam napisać, ale napewno dużo tego miało być
i konstruktywnie... :)
quatro:
kto mnie zna ten wie iż
jestem osobą z gruntu pogodną i w ogóle ... :)
a moja twórczośc
to poprostu "radosna twórczość" w nieradosnym nastroju...:)))
quitno:
co do kolorów też jakoby smutnych - żeby
rozweselić gawiedź czytającą mojego bloga, mimo próśb i gróźb nie
zmieniłabym ich na jakieś weselsze, np. różowości i błękity, bo
nijak do mojej osobowości nie pasują i mnie od ich oglądania na
swojej stronie od razu bolą zęby, już tak mam :)
sexto:
aa... co ja się tu będe rozpisywać... mój blog? mój... :)
wystarczy że dzień w dzień jestem wesoła i w nastroju
ekstatycznym... na blogu mogę się wyciszyć i nie tryskać
humorem...;)
to tyle w kwestiach wyjaśnienia :)
06.12.2001 10:57 :: zielona-wiedźma
Moje dziatki i jak tam z prezentami od Św. Mikołaja?
bo ja na ten
przykład zostałam obdarowana nakryciem głowy
konkretnie mówiąc
kapeluszem, no na metce było napisane
iż jest to czapka, ale
wydaje mi się że czapka to coś
co można naciągnąć na uszy gdy
jest zimno a moje nakrycie
tej zalety nie posiada.
Ma poza
tym oprócz tego podstawową wadę, nijak do mnie
nie pasuje, na
głowie siedzi kiepsko i patrząc w lustro
długo się zastanawiam
co mam sobą przedstawiać nosząc
to-to na głowie :)
ale co mi
tam w końcu nie szata zdobi człowieka...
ogólnie nie mam co narzekać... prezenty były znaczy to, że byłam grzeczna ;)
05.12.2001 10:14 :: zielona-wiedźma
Zamknięta
w ciasnej klatce swoich myśli
wegetuje,
patrząc na świat zza
klatki krat.
Ktoś kiedyś miał do niej klucz ,
lecz może już
zdążył zgubić go
duplikatu nie było...
Skazana na siebie
duszę się własnym oddechem ...
marzenia wylatują poza moje
więzienie
mój krzyk ...
rozpaczliwe wołanie o pomoc ...
... bawi innych ...
03.12.2001 10:50 :: zielona-wiedźma
ze względu na dziurę budżetową i
galopujące zubożenie społeczeństwa Świąt w tym roku nie będzie.
Zostają przełożone na przyszły rok...
może się poprawi...
zresztą co to za Święta, jeśli człowiekowi:
a)nie
starcza pięniędzy do pierwszego a co dopiero na jakies wygórowane
oczekiwania zewsząd, dotyczące prezentów...
b)nie ma śniegu...
c)nie ma czasu nawet na ręczne wykonanie produktów zastępczych
(patrz. punkt a)...) nie mówiąc o ganianiu po sklepach w
poszukiwaniu wszystkich niezbędnych akcesoriów i produktów
potrzebnych do zorganizowania przedsięwzięcia pod tytułem "Święta -
czyli 3 dni obżarstwa..."...
d)nie ma ochoty jeździć i składać
OBOWIĄZKOWYCH wizyt świątecznych bliższej i dalszej rodzinie...
e)najchętniej zaszyłby się człowiek pod kaloryferem i przespał
ew. przebumelował radośnie CAŁY okres świąteczny...
no i
tyle...
a ja jestem masochistka i okres przedświąteczny
uwielbiam... wbrew wszystkiemu... kocham i czuje się wtedy EKSTATYCZNIE...
tylko
przykro, że ciągle trzeba sobie powtarzać kupując zastępcze upominki
rodzinie i bliskim... w przyszłym roku będzie lepiej... a zwykle nie
jest...