25 sierpnia 2010, 20:00   woda   specjały   Węgry   baseny termalne

Eger i okolice

W poniedziałek zaraz po śniadaniu poszliśmy na baseny termalne w Egerze. 5,3 ha i 7 basenów :) Nie ma tu wprawdzie zjeżdżalni ale woda jest cieplutka i gdzie nie gdzie śmierdząca ;) I kosztuje to niecałe 75 zł za 4 osoby za dzień :) No i mają dobre Langosy :)


Wysiedzieliśmy się tam do 18 z hakiem i przez stare miasto wróciliśmy na camping. Potem wizyta w piwniczce Hagymási celem uzupełnienia zapasów wina i tradycyjna posiadówka tym razem do menu włączyliśmy zakupiony ostry sos paprykowy :)


Następnego dnia w ramach zmiany klimatu pojechaliśmy 50 km do Gyöngyös, przejeżdżając po drodze przez Egerszalók.


Tym razem nie były to baseny termalne ale spory basen miejski za 2600HUF (39zł) za dzien. Był jeden duży olimpijski basen odkryty, basenik dla dzieci i 3 baseny kryte. Na basenie było puściuteńko.


Posiedzieliśmy do oporu, a następnie wyskoczyliśmy do Doliny Pięknej Pani po wino i gulasz w kociołku przy cygańskiej muzyce na żywo w Kulacs Csárda. Gabrysia dzielnie wcięła prawie cały :)


Kolejny dzień i kolejne kąpielisko - tym razem oddalony o 22 km od Egeru Mezőkövesd Zsóry Fürdő. Pogoda od rana była nie za specjalna - stalowo szare chmury i trochę straszyło deszczem. Tutaj było jeszcze mniej ludzi niż na wczorajszym. Zaraz za wejściem był spory okrągły tor wodny z małymi zjeżdżalniami, kaskadami i jak się później okazało rwącą rzeką. Woda była dosyć chłodna. Na środku na podwyższeniu był spory basen ale jakiś taki niedopełniony wodą. A niedopełniony był, bo co godzinę, przez 10 min była tam sztuczna fala i to dosyć spora. Absolutny hit tego dnia :) Oprócz tego był fajny basenik dziecięcy ze zjeżdżalnią, grzybkiem i tarasami wodnymi. Duży basen gorącą i śmierdzącą wodą i dwa mniejsze też termalne jeden z śmierdzącą leczniczą drugi ze zwykłą i bąbelkami. Są tam jeszcze kryte baseny i łaźnie, które były w rozbudowie. Tutaj posiedzieliśmy do 17, bo w planie było jeszcze nocne moczenie tyłków w Egerze. W międzyczasie wypogodziło się :)


Wracając zahaczyliśmy o centrum Mezőkövesd, gdzie na kilku ulicach jest żywy skansen z tradycyjnymi chałupami, w których oglądać można rzemieślników przy pracy.

Znowu wizyta w Dolinie i kolacja w trochę mniej znanej Nótafa Kisvendéglő ale jak dla mnie najlepszej knajpce. Zamówiłem sobie absolutnie genialny gulasz z dzika za 1200 HUF (16zł). Gabrysia za podobną cenę miała dwa duże schabowe z frytkami, Staś dwa panierowane sery. Uzupełniliśmy zapasy wina i najedzeni pojechaliśmy na nocne moczenie w basenach termalnych w Egerze. Posiedzieliśmy tam do 22 z hakiem i maksymalnie zrelaksowani poszliśmy spać.


--
remi
Komentarze

code


copyright © 2002-2012 Anna Gross-Łoginów, Remigiusz Łoginów :: wersja piąta beta