22 sierpnia 2010, 20:00   zamek   Węgry

Esztergom, Wyszegrad, Szentendre, Eger

Drugi urlop zaczął się pechowo, a w zasadzie pech pojawił się na 3 dni przed urlopem. Wracając z wioski, podczas deszczu Ania wpadła w poślizg na zakręcie w Rącznej. Jak tył zaczął uciekać to depnęła n hamulec, zjechała na lewo na wewnętrzną (wszyscy na tym zakręcie wypadają w prawo - już tam nie m krzaków i drzew), lewym kołem zahaczyła o podjazd do posesji. Koło prawie wyrwało, a ją obróciło o 180° i prawym narożnikiem ścięła dwa murowane słupki. Ani nic się nie stało, a jeepek oprócz wykrzywionego przedniego koła miał wgnieciony tylni błotnik i rozbite tylne światło (sam plastik). Wiedziałem, że Jeep jest pancerny ale, że aż tak. Już był późny wieczór, więc auto na lawetę i pod warsztat w Borku. Następnego dnia rano dowiedzieliśmy się, że w warsztacie mają w kolejce 40 aut do zrobienia ale postarają się do soboty zrobić. O ile będą wszystkie części. Okazało się, że oprócz zerwanych sworzni, powykrzywianych drążków jest też skrzywiony most :( na szczęście udało się go wyprostować - autem można jechać ale most jest docelowo do wymiany. Całe szczęście, że przy zimówkach miałem takie same felgi i że udało się w piątek dorwać tylne światło w Wieliczce. W wymianę zderzaka już się nie bawiłem. W międzyczasie w ekspresowym tempie niecałego 1 dnia zrealizowałem plan B - kupno i wymiana opon na letnie w Astrze (zajeżdżałem zimówki, które i tak miały iść do wymiany w tym roku), wymiana żarówek, podbicie badań technicznych, wymiana sondy lambda i regulacja gazu...


Pierwotnie mieliśmy jechać do Zakopanego po dzieci w sobotę ale pewnie jechalibyśmy ze 4h albo i lepiej więc szybko zapakowaliśmy się do auta i po północy wyjechaliśmy z Krakowa. Koło 2 byliśmy na miejscu. Auto świeżo po naprawie więc jechałem bardzo spokojnie.

Żeby nie wbijać się na camping w Egerze środku weekendu postanowiliśmy pojechać na Węgry w niedzielę z samego rana, więc przetuptaliśmy się na Krupówki, na targ i potem na linki.


W niedzielę pobudka o 4 rano, do samochodu i w drogę. Punkt pierwszy położony nad Dunajem Esztergom z przepiękną i ogromną Bazyliką - siedzibą prymasa Węgier.


Esztergom

Następnie drogą nad Dunajem pojechaliśmy do Wyszegradu gdzie podjechaliśmy pod górny zamek. Niestety parking był totalnie zawalony i pomimo przejechania 2x koło niego nie znalazło się miejsce. Policja kursowała tam i z powrotem, więc nie ryzykowaliśmy stawania na zakazie. Zatrzymaliśmy się na chwilę poniżej zamku w miejscu gdzie był piękny widok na zakole Dunaju.


Wyszegrad

Ostatnim punktem w programie było malownicze miasteczko Szentendre. Kręte wąskie uliczki, kawiarenki, sklepiki. Miasto jest maksymalnie nastawione na turystów (1,5mln rocznie, a miasteczko ma 20tys mieszkańców) ale nie widać tandety jak w odwiedzanej niedawno Krynicy Morskiej.


Upał był niemiłosierny, więc poszliśmy do ponoć jedynego na świecie muzeum marcepanu :) Dzieciaki dostali po figurce, a Ania serduszko :)


Przez Budapeszt pojechaliśmy do Egeru po drodze mijając ogromne pola słoneczników. Tam rośnie słonecznik i kukurydza - pewnie robią z tego paliwo :) I oczywiście zaliczyliśmy jedno z licznych stoisk z arbuzami i brzoskwiniami. Im bliżej Egeru tym więcej winnic. Okazało się, że nasz camping jest jakieś 300m od Doliny Pięknej Pani - miejsca gdzie ulokowanych jest ponad 50 piwniczek z winem i knajpki z lokalnym jedzeniem :) Najbliższą piwniczkę mieliśmy praktycznie przy wyjściu z campingu :) Ceny 400-500 HUF za litr. Czyli 6-7 zł :)


Na campingu okazało się, że domek jest droższy tylko o ok 20 zł od namiotu, więc nie zastanawialiśmy się, długo tylko wybraliśmy domek. Zwłaszcza, że pojechał z nami Myszor (szczur), któremu zdecydowanie lepiej będzie w zacienionym domku, a nie w namiocie. Mysza w tym roku się najeździła - jakieś 5 tys km (polskie morze, mazury, Litwa, Węgry, Rumunia...)

Pora już była późna, więc nie udało się dostać na basen. Dzieciaki zmęczone zapakowały się do domku, a my z Ania poszliśmy zwiedzać winiarnie i zaliczyliśmy pierwszy gulasz przy muzyce na żywo w Ködmön Csárda. Potem było jeszcze winko i arbuz do późnej godziny przez domkiem.

Trasa pierwszego i drugiego dnia - 589 km


Wyświetl większą mapę

--
remi
Komentarze

code


copyright © 2002-2012 Anna Gross-Łoginów, Remigiusz Łoginów :: wersja piąta beta