28 lipca 2010, 20:00   militarne   Warmia i Mazury   Litwa

Grūto parkas, Druskienniki i Twierdza Boyen - 12 dzień urlopu

Po drodze do Polski postanowiliśmy zaliczyć Druskienniki, a Bożena poleciła nam jeszcze Grūto parkas - park, w którym zgromadzono komunistyczne pomniki z całej Litwy. Park ten jest jakieś 8 km po lewej przed Druskiennikami jadąc z Wilna. Trzęba dobrze się patrzeć, bo jest tylko mały kierunkowskaz i można łatwo przegapić. Mama z Tatą niechętnie poszli z nami ale na koniec byli bardzo zadowoleni. Jeszcze przed kasą przekraczamy granicę ze słupkami, wieżyczkami strażniczymi. Potem jest lokomotywa z bydlęcym wagonem jakimi wywozili ludzi na Sybir, a potem zaczynają się pierwsze rzeźby. Park jest pięknie położony nad brzegiem jeziora, a na jego terenie są kanały, które w połączeniu z cieniem drzew daje przyjemny chłodek.


Zaraz za kasami uwagę przykuwa wielki pomnik "matki" na pagórku za kanałem, potem przechodzi się przez plac zabaw dla dzieci - trzeba było chwili pertraktacji, żeby nie zostali tam od razu - i wychodzi się na ogromny pomnik siedmiu partyzantów. Figury mają ponad 6m wysokości. Podczas przewożenia musieli zamknąć drogę i 13 razy wymieniali pęknięte opony :) Pomniki ustawione są wzdłóż betonowej ścieżki wijacej się wśród drzew. W pewnym momencie dochodzi się do drewnianych baraków, gdzie jest sala posiedzeń, biblioteka i masa pamiątek - popiersia, obrazy, odznaki…


W parku zgromadzono ok 100 pomników. Mijamy stada Leninów, jest Stalin i Żelazny Feliks, są Marks i Engels, są też lokalni bohaterowie, waleczni partyzanci i żołnierki, jest Matuszka Rasija i wiele wiele innych…


Dzieciaki znudzone oglądaniem kolejnych pomników w połowie drogi poleciały na plac zabaw i do mini zoo

Druskienniki przywitały nas remontem głównej ulicy, więc podobnie jak wiele innych aut dłuższą chwilę przebijaliśmy się do centrum co rusz trafiając na barierki i zakazy. Druskienniki są uzdrowiskiem, coś jak Krynica, jest kilka ładnych drewnianych domów. Na dłużej się tam nie zatrzymywaliśmy i przez Sejny i Augustów pojechaliśmy w stronę Olsztyna.


Z rodzicami rozstaliśmy się w Orzyszu, oni pojechali prosto do Morąga, a my postanowiliśmy zatrzymać się na polu namiotowym przy Wilczym Szańcu w Gierłóżu koło Kętrzyna. Przejeżdżając przez Giżycko namówiłem Anię, żeby zobaczyć Twierdzę Boyen. Była już chwilę po 18 i mieliśmy tylko godzinę na zwiedzanie. Zdecydowanie za mało. Twierdza jest ogromna, można by chodzić godzinami, koniecznie z latarką, której zapomnieliśmy zabrać z auta :( Pomimo tego Gabrysia pierwsza ładowała się we wszystkie ciemne korytarze.


W międzyczasie okazało się, że w Kętrzynie nie mają miejsc i trzeba było szybko poszukać coś innego. Ania wyszperała w sieci camping położony nad brzegiem jeziora Kisajno kawałek za Giżyckiem. Camping był koszmarnie drogi ale może dzięki temu dosyć pusty :) Ze wzgędu na późną porę nie wybrzydzaliśmy to rozłożyliśmy się i pognaliśmy do całkiem ciepłej jak na porę dnia wody :) Staś wychodził z wody jak już było całkiem ciemno, gdzieś po 22. Na koniec gratis dostaliśmy piękny wschód księżyca za jeziorem.



Wyświetl większą mapę

--
remi
Komentarze

code


copyright © 2002-2012 Anna Gross-Łoginów, Remigiusz Łoginów :: wersja piąta beta