Z rodziną byliśmy umówieni na następny dzień, więc zdecydowaliśmy się na spacer na Rossę - podobno kilometr od Ostrej Bramy ale chyba było dalej ;) Pod Ostrą Bramą było zdecydowanie więcej osób - delegacja polskich weteranów - rogatywki, dwóch w mundurach ułańskich... pięknie wyglądali. Harcerze. Kilka osób było bardzo wzruszonych.
Przy wejściu na cmentarz na Rossie jest cmentarz wojskowy, na którym w centralnym miejscu znajduje się grób matki Piłsudzkiego i jego serce. Napis na grobie brzmi "Matka i Serce Syna". Po obu stronach groby legionistów poległych w 1920 i AKowców poległych w 1944 przy wyzwalaniu Wilna - operacja "Ostra Brama" Wyzwoli, ginęli za swoje miasto, za swój dom, po czym musieli oddać Sowietom i Litwinom. Na grobie napis Żołnierz AK lat 16. Smutne. Kwiaty, biało czerwone tasiemki. Cmentarz na Rossie jest pięknie położony, pagórki, stare drzewa, większość grobów to groby Polaków. Koło kapliczki grób Lelewela, kawałek dalej ojca Słowackiego. Idąc w stronę drugiej części trafiliśmy przypadkiem na grobowiec rodzinny drugiego męża mojej prababci. Pierwszemu - mojemu pradziadkowi nie udało się tak jak prababci wyjechać z Rosji po rewolucji, w 1927 urwał się kontakt - sowiecka Rosja nie lubiła szlachty i inteligencji. Na Rossie jest też pochowany prapradziadek ale nie wiedzieliśmy gdzie jest jego grób.
Następnym celem był Kościół Św. Anny i Katedra, do których chcieliśmy podjechać autobusem. Siedliśmy na przystanku i czekamy, godzina odjazdu a autobusu nie ma, 5 min, 10 min, 15min... następny za 2h, więc poszliśmy. I dobre, bo byśmy mogli sobie czekać. Nikt z nas nie załapał jakoś, że na Litwie jest inna strefa czasowa :) Wszędzie gdzie jeździłem po Europie zawsze miałem ten sam czas, a komórka nie przypomniała :)
Przeszliśmy koło remontowanego bastionu artyleryjskiego skąd jest ładny widok na Wilno w kierunku Katedry. Potem kościół Św. Jana. Domy, w których mieszkali Słowacki i Mickiewicz. Ulica Literatów z tabliczkami na ścianach. Kościół Św. Anny jest chyba najładniejszym kościołem gotyckim jaki widziałem. Zachwycał się nim też Napoleon - według opowiadań, Napoleonowi podczas wyprawy na Moskwę tak się spodobał kościół św. Anny, że z chęcią przeniósłby go na dłoni do Paryża :) Tuż obok jest kościół bernardynów, gdzie była chrzczona moja babcia. Jest on strasznie zniszczony wewnątrz.
Stąd już rzut beretem w stronę Katedry. Katedra odnowiona, pięknie się prezentuje na dużym placu. Ze względu na porę późno obiadową, upał i ogólne zmęczenie dzieci - łażenie po Starym Mieście i cmentarzach to dla nich średnia rozrywka poszliśmy w stronę naszego hostelu gdzie dzień wcześniej widzieliśmy sensowną knajpkę. Nigdzie po drodze do Katedry nie było jakiś restauracji z lokalnym jedzeniem, w których byśmy nie zbankrutowali. Rodzice postanowili jeszcze wejść pod zamek i iść na bliny koło Ostrej Bramy, więc się rozdzieliliśmy.
Po drodze do knajpki przeszliśmy koło Uniwersytetu, Pałacu Prezydenckiego oraz przez zaułki żydowskiej dzielnicy. Knajpka była strzałem w dziesiątkę - wprawdzie spóźniliśmy się na happy hour ale jedzenie było pyszne. Ja dla spróbowania wziąłem zupę pomidorową z krewetkami i wódką :) A na drugie zeppeliny smażone na głębokim oleju. Ania miała zeppeliny gotowane i jej były zdecydowanie lepsze. Podane były z lekkim śmietanowym sosem.
Po powrocie do hostelu okazało się, że rodzice umówili się jeszcze na dzisiaj z moją kuzynką Bożeną. Ania z dzieciakami mieli już dosyć łażenia, a my w czwórkę zapakowaliśmy się do auta Bożeny i pojechaliśmy pod Kościół Św. Piotra i Pawła. Tam były jakieś uroczystości, masa ludzi, aut więc nie zatrzymując się pojechaliśmy na Belmont, gdzie na terenie starego młyna urządzono miejsce wypoczynku - knajpki, ścieżki, mostki, fontanny... Podeszliśmy na most linowy przez który przechodzi się w stronę Kolonii Kolejowej - osiedla na którym mieszkała babcia.
Następnie pojechaliśmy na pobliską skarpę nad Wilenką, z której jest piękny widok na zakole Wilenki, Belmont, starą puszkarnie, w której odlewano armaty dla cara i Kolonię Kolejową. Potem była jeszcze Góra Trzech Krzyży z widokiem na Wilno i chwilę przed zmierzchem wróciliśmy do hostelu.
