Na kolejny weekendowy wypad do Niedzicy postanowiłem zabrać rowerek. Pierwotnie chciałem jechać z Szaflar ale ostatecznie padło na wyjazd z Rabki przez Gorce. Ania podwiozła mnie na początek szlaku w stronę Maciejowej a sama pojechała po Stasia do Zakopca.
Na początku trochę za mocno rozpocząłem i dosyć szybko padłem :( Musiałem klapnąć na tyłek, wszamać dwa sezamki i dopiero delikatnie ruszyć dalej. Podjazd jest praktycznie pod samą Maciejową, dopiero tam robi się troszkę luźniej, szlak dosyć dobry.
Za Maciejową coraz więcej kamieni i coraz trudniej się jedzie. Przed Starymi Wierchami zaczęły mnie łapać skurcze w łydkach:( W schronisku Stare Wierchy zafundowałem sobie mega szarlotkę, dotankowałem płynów i wyruszyłem w dalszą drogę. Tutaj musiałem uważać bo każde mocniejsze depnięcie w pedały kończyło się mega skurczem lewej łydki - dołeczek na 2-3cm głębokości i 5 min zwijania się na ziemi :( Coraz więcej trzeba było prowadzić rower :( Na tej części szlaku jest masa głębokich kolein chyba po jakiś traktorach, a miejscami jedzie się dnem czegoś co sezonowo jest chyba strumieniem, więc jest masa kamieni i jest bardzo nieprzyjemny podjazd.
Przed Turbaczem pokićkało mi się i zamiast jechać szlakiem rowerowym wjechałem na dróżkę, która doprowadziła mnie do zielonego szlaku w kierunku N. Targu. ale to już na szczęście niedaleko od schroniska. W schronisku kolejne dotankowanie, na jedzenie nie miałem siły wiec tylko wciąłem sezamki i batonika zbożowego i po krótkiej przerwie pojechałem przez Długą Halę w stronę Kiczory. Z hali piękny widok na Tatry i Podhale. Za Kiczorą pierwszy ostry zjazd, który zjechałem uciekając przed muchami Tse-Tse, potem dosyć przyjemny kawałek, a następnie masakra. Żeby to zjechać musiałbym mieć chyba tyłek za tylnym kołem i brony do hamowania. Nachylenie straszne, potem trochę lepiej ale mocne koleiny wyrzeźbione przez wodę, więc trzeba uważać dopiero przez samą Przełęczą Knurowską robi się przyjemnie.
Jak dojechałem do asfaltu to już miałem serdecznie dosyć ale na szczęście tutaj czekała na mnie nagroda za wszelkie trudy - 7 km zjazdu nowiutkim, gładziutkim asfaltem. Wyprofilowane zakręty - normalnie bajka.
Na dole w Harklowej wyjechałem na drogę do Krościenka ale za chwilę w Dębnie zjechałem na drogę do Niedzicy. Przez dłuższą chwilę było dosyć płasko, potem przed Falsztynem nużący, długi podjazd. Potem kolna nagroda w postaci pięknych widoczków na zalew i Gorce oraz długi zjazd i już prawie w Niedzicy.

zapis trasy
