Tak wiem, to jest Sandomierz a nie nie Kazimierz... Po drodze był:P
Po przyjeździe do Kazimierza pogoda się zepsuła, zaczęło mżyć więc po zdecydowanie najlepiej w moim życiu czekoladzie na gorąco w Faktorii udaliśmy się do sauny :)
Następnego dnia po przepysznym śniadanku dla zaostrzenia apetytu wybraliśmy się na spacerek. Odpowiednio wymarznięci udaliśmy się do herbaciarni, a następnie na czekoladę :) Do kolacji było jeszcze sporo czasu, a pogoda nie zachęcała do spacerów, więc udaliśmy się na basen, gdzie w przerwach pomiędzy sauną i basenem wylegiwaliśmy się z książką w ręku na leżaczkach :)
Wieczorem u Fryzjera przy muzyce klezmerskiej na żywo zjedliśmy przepyszną kolację - zupę grzybową z masą grzybów, mięsa i gęstą lekko kwaśną śmietaną, na drugie ja miałem indyka duszonego z warzywami podanego w pergaminie a Ania gęsie wątróbki. Po kolacji zrobiliśmy małą rundkę po knajpkach i pogadaliśmy z bankomatem :)
Ostatniego dnia nasze plany zburzyła awaria basenu :( Zebraliśmy się trochę wcześniej niż planowaliśmy i pojechaliśmy w stronę Janowca i stamtąd do Baranowa Sandomierskiego gdzie zaplanowaliśmy obiadek w restauracji Magnackiej w Zamku. Restauracja w pełni zasługuje na swoją nazwę - na pierwsze Flaczki drobiowe dla Ani i krem z borowików z żubrówką dla mnie a na drugie roladka ze szpinakiem i plackami ziemniaczanymi dla Ani i Sandacz z kurkami w sosie śmietanowym z zapiekanymi ziemniaczkami. Ania mi mówi, żeby napisał "że małe porcje ale miło łechcące podniebienie" :)
Po wyjeździe z Baranowa rozpadało się, zaczęło wiać i zrobiło się ciemno, do tego dosyć spory ruch na drodze, więc jazda była dosyć męcząca i zdecydowanie nieprzyjemna.
