A może raczej Rain Show :( Niedziela nie bardzo mi i Marcinowi pasowała, więc pomimo niezbyt zachęcającej prognozy pogody wybraliśmy się w sobotę. Przy wyjeździe z Krakowa zaczęło trochę popadywać ale im bliżej Radomia tym było pogodniej. Radom przywitał nas upałem, korkiem i parkingiem 10 km od lotniska - wszystko bliżej było już zajęte :( Autobusy jadące na lotnisko były tak zapchane, że musieliśmy przejść na nogach dobre 6 przystanków zanim załapaliśmy się na taki który się zatrzymał. Potem krótka kolejka za biletem i jesteśmy. Po przejściu za bramkę lotniska zaczęło kropić :( Udało się nam zobaczyć większą część wystawy statycznej, przelot Herculesa, Casy i Iskier, doszliśmy do Black Hawka i Apacza i wtedy się rozpadało na dobre. Organizatorzy odwołali dalszą część pokazów a my przemoczeni do suchej nitki w tłumie ludzi potupaliśmy do autobusu, potem w strugach jeszcze większego deszczu zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do Krakowa.


