Już po wszystkim, wysiadam z szybowca, a kolega mówi - "Jak wystartowałeś to przypomniałem sobie, że nie powiedziałem Ci jak się spadochron otwiera :)" No ale od początku jak to było...
Przy okazji wizyty u dzieci wczasujących się z babcią w Zakopanem odwiedziliśmy kolegę w Aeroklubie Nowy Targ

Było już dosyć późno, ale udało mi się jeszcze załapać na lot. Kolega założył na spadochron, zapakował do kabiny Puchacza, podpięli go pod ogon Jaka i wystartowaliśmy. Plan był, żeby wyholować na 500m i po 15 minutach wylądować.

Za szpitalem trafiliśmy na komin i dosyć szybko zaczęliśmy nabierać wysokości. Chwilami wznoszenie dochodziło do 6 m/s :) Na pytanie pilota czy latamy trochę dłużej nie zastanawiałem się nawet sekundy :) Wznieśliśmy się na 1400m i skierowaliśmy w stronę Turbacza. Za schroniskiem pilot poinformował, że będzie trochę trzęsło ale to normalne turbulencje przy locie na małych wysokościach... tak nisko to znowu nie lecimy. Szybki zwrot, szybka utrata wysokości i przy prawie 200 km/h przelecieliśmy jakieś 100m nad schroniskiem, potem wzdłuż szlaku, nad drzewami w stronę Nowego Targu. Fun większy niż na kolejce górskiej. Przed Nowym Targiem zrobiliśmy kilka kółek, bo pilot musiał zobaczyć co tam u niego w domu ;) i nad zakopianką oblatując centrum skierowaliśmy się nad lotnisko. "Teraz będzie górka" - szybowiec gwałtownie się wzbił, potem jeszcze gwałtowniej opadł, mój błędnik odjechał a my przelecieliśmy nad Dunajcem i wylądowaliśmy :) Cały lot trwał 30 min i był niesamowity... napewno muszę to powtórzyć.

