26 lipca 2009, 20:28   wycieczka jednodniowa   Słowacja   rower

Znowu nas poniosło, tym razem na Słowację :)

Ten weekend mieliśmy spędzić w Krakowie, w sobotę skoczyć na działkę... no i w sobotę rano leje... więc nici z koszenia, a już miałem rowerkiem tam podskoczyć. Za to wpadłem na pomysł, że kupimy Ani rower :) Pojechaliśmy do Decathlonu - nie było nic ciekawego... potem InterSport to samo. Już mieliśmy jechać na Kalwaryjską kiedy przypomniałem sobie, że koło Orlenu są dwa sklepy sportowe i to był strzał w dziesiątkę :) Ani spodobał się ładny czarno - borówkowy :D GT Avalanche 3.0 Women's model z 2009. Przy okazji Gabrysia dorobiła się nowej wypasionej hulajnogi ze Carsami.

Jak wychodziliśmy ze sklepu rozpadało się, po chwili wypogodziło :/ Całkiem skołowani przez tą pogodę stwierdziliśmy, że jednak skoczymy na działkę zobaczyć co się tam porobiło przez ponad 4 tygodnie nieobecności... Trawa jak na sawannie, Ani ogórdek zarośnięty, pojawiły się jakieś ozdobne maki, krzaczory zarosły kupę gruzu, śliwki jeszcze zielone.

Wieczorkiem zrobiliśmy małą jazdę testową

W niedzielę zamiast byczyć się w domku wybraliśmy się do Stasia - dzień wcześniej zadzwonił żebyśmy przyjechali. Mieliśmy jechać Astrą, bo może wyskoczymy do Szczawnicy. Rano znowu lało więc zdecydowałem się na Jeepa bo ma nowe opony i w deszczu się lepiej jeździ i całe szczęście, bo oczywiście nas poniosło. Zamiast do Szczawnicy pojechaliśmy do Piwnicznej, tam jak zobaczyliśmy, że nawet nie ma gdzie zjeść nie mówiąc o tym, że na mapie na środku rynku nie raczyli zaznaczyć pijalni wód, zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do Krościenka przez Słowację. Nauczeni doświadczeniem - dwa razy przejechaliśmy przez Słowację nieznajdując sensownej knajpy - zatrzymaliśmy się w pierwszym napotkanym zajeździe w Starej Lubowni. Wybór był taki, że nie mogłem się zdecydować, jedzenie smaczne, duże porcje i tanie - na osobę wyszło po 25 zł za zupę, drugie, picie. Warto było robić te kilometry tylko dla tego obiadku :) Jak już się najedliśmy skierowaliśmy się do przejścia granicznego w Sromowcach. Jadąc do Krościenka stwierdziłem, że tym razem pojedziemy skrótem, który mi podpowiadał GPS :D Kuba jeszcze powiedział, że tam jest fajna droga i busiarze tamtędy jeżdżą :) Cóż nie przewidział pomysłowości iGO :) Asfalt się w pewnym momencie skończył, potem zapiąłem 4x4, a potem reduktor a potem wszyscy złapali za cykor łapki :)

Jak już dojechaliśmy do szosy okazało się, że w stronę Krościenka jest bliżej nieznanej długości korek, skręciliśmy w lewo i skierowaliśmy się na drogę przez Ochotnicę Górną. Podjazd do Ochotnicy jest koszmarny - za rok już chyba zupełnie nie będzie asfaltu tylko sama ziemia zostanie i kamienie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

W Ochotnicy posiedzieliśmy trochę ze Stasiem i jak przestaliśmy być bardzie atrakcyjni od kolegów to zapakowaliśmy się do autka i skierowaliśmy w stronę Krakowa.

W Mszanie Dolnej cały ruch w stronę Krakowa zatrzymała Policja, natomiast w przeciwną stronę samochody zjeżdżały w prawo aby po chwili wyjechać spowrotem na drogę. Wyglądało to dosyć dziwnie. Po jakiś 5 min stania, kiedy Policja w końcu nas puściła o okazało się, że auta wjeżdżały na plac przed Kościołem, gdzie ksiądz w asyście ministrantów święcił podjeżdżające samochody. Stąd był taki korek i wstrzymany ruch w drugą stronę :)

W Głogoczowie za wiaduktem utknęliśmy w kolejnym korku, który zapowiadał się na dosyć poważny, więc po 10 min czołgania się z prędkością 5km/h zrobiliśmy szybką nawrotkę i pojechaliśmy do domku przez Skawinę


Wyświetl większą mapę
--
remi
Komentarze

copyright © 2002-2010 Anna Gross-Łoginów, Remigiusz Łoginów :: wersja piąta beta