Wyjeżdżamy w niedzielę ok 4 rano, żeby uniknąć ewentualnych korków i przejechać jak największą część trasy przed ewentualnym upałem. Na drodze pusto.
Dosyć szybko pokonujemy kolejne kilometry, w radiu akurat leci "czwarta nad ranem"
Gabrysia trochę marudzi, że chce spać w swoim łóżeczku, nie uświadamiamy jej, że przez najbliższe 2 tygodnie łóżeczka nie zobaczy ;)
popołudniu lądujemy w Klagenfurcie,
a tu niespodzianka, całe miasto obstawione żandarmerią, jakieś objazdy, tłumy samochodów i rowerów.
Na miejscu okazuje się, że akurat trafiliśmy na ogólnokrajową imprezę -
Iron Man - triatlon 180km rower + maraton + 3,8 pływania, cała masa ludzi, imprezy poboczne, tłumy na plaży i na campingach :)
rozbijamy się i idziemy nad jezioro
woda fajna, i gdyby nie psująca się pogoda pewnie byłoby wszystko ok
gdy zwijamy się z plaży zrywa się wiatr i zaczyna kropić, biorąc pod uwagę wszelkie za i przeciw, pogodowe i lokalizacyjne, postanawiamy jednak dłużej tutaj nie zostawać, tylko nazajutrz jechać do Włoch
Wyświetl większą mapę
