Idziemy z "Isią" - jak nazywa sama siebie Gabrysia - do żłobka, wiatr strasznie wieje,
- strasznie wiucha wiatr- mówię do niej
po dłuższej chwili Gabrysia:
- uzie jucha...
dopiero po chwili zrozumiałam, że w wolnym tłumaczeniu chodziło o to iż wiatr "w buzie wiucha/dmucha" :)
Na tarasie pełnym śniegu pojawiło się kilka bałwanków, dzidzia lubiła patrzeć na nie przez szybę w drzwiach balkonowych.
Pewnego ranka akurat strasznie sypało śniegiem i bałwanki przysypało zupełnie
- ooo, popać, mamo, popać, awanek sipał nieżiek...
Gabrysia uwielbia oglądać bajki, ma swoich kilka ulubionych, ale przebojem jest "świat kota filemona"
jak tylko znajdzie się w domu zaraz ciągnie do krzesła żeby ją posadzić :
- bezieć kota mona, obezieć...
W żłobku dzidzia już zna po imieniu większość dzieci, pewnego dnia idąc wdałam się z nią w dyskusje na temat "rozmiaru" owych dzieci...
- Isia jeś malutka, ania teś jeś malutka, dzidzia malutka, tasiu malutka...
- stasiu jest duży
- duzi tasiu, duzi konad, duzia ania...
- ania jest malutka...
- ania malutka, isia malutka, konad duzi...
