19 grudnia 2001, 15:11

wczoraj i dziś...

Fajnie jest siedzieć na parapecie (mimo że w moim wieku podobno już nie wypada...) :) w tylną część ciała ciepło, bo pod parapetem umiejscowiony, bardzo przezornie, kaloryfer, który wszystkimi swoimi żeberkami grzeje co sił... i patrzeć sobie jak na tarasie wolno aczkolwiek systematycznie powiększa się pokrywa śniegu...
i mysleć sobie filozoficznie o wszystkim i niczym...
pozbierać myśli - te nieposkładane...

szkoda tylko że nie można na tym parapecie spędzić
troche więcej czasu...

no nie to żeby od razu całe życie... :) ale przynajmniej
jego część, wystarczającą, żeby padający z nieba puch mógł
odseparować od wszystkiego co nie takie jakie by się chciało
żeby było, od wszystkich problemów i zawiłości życia...

to nic że potem przyjdzie odwilż i odsłoni całe błoto, brud
i szarości...
teraz jestem ja, mój parapet i nos przyklejony do szyby
i nastrój jakoby melancholijny...

--- tak było wczoraj a dzisiaj?

ech...
a dziś sama proza zycia mnie zastała w pracy czyli wszystko sie zwaliło na mnie, szef usiłuje mi wmówić że nic nie robię... efektów nie widać, widoki marne...
już się powoli na szefa uodparniam, ale mimo wszystko człowiek lubi wiedzieć że to co robi ma sens, zwłaszcza jeśli wykonuje to co lubi przez całe 8 godzin - pięć dni w tygodniu, wiem, wiem nie dość że robię to co lubię to jeszcze bym chciała żeby to było doceniane... już taka rozbestwiona jestem...:)

do pracownika też trzeba mieć odpowiednie podejście...
może są ludzie na których krytyka działa mobilizująco
(na mnie czasami też, ale tylko konstruktywna, co w wykonaniu
mojego bossa jest rzeczą niewykonalną...) a ja staje
okoniem, wszystko mi się wewnątrz przewraca do góry nogami no jakże to tak, męczę się, pracuje i wszystko to nic?
żadnej pochwały? ale o czym ja mówię, jakiej pochwały, ja tylko nie chcę być obsobaczana za wszystko i tyle...
chcę się cenić, ZA DUŻO chyba wymagam !

--
zielona-wiedźma
Komentarze

code


copyright © 2002-2012 Anna Gross-Łoginów, Remigiusz Łoginów :: wersja piąta beta