Narodziło
się w ciszy, przy śpiewie ptaków
tajemnicą
pozostanie...dlaczego...
pośród drzew, które nikomu nic nie
zdradzą
na trawie, przesyconej zapachem pożądania
bezwstydnie zakwitło...
uczucie...
płonące jasnym i
gorącym płomieniem
podsycanym coraz to nowym doznaniem
Twoja
ciagła obecność w moich myślach
twarz Twoja zapamiętana w każdym
szczególe..
dotyk, który pozostawił trwały ślad na skórze
niewidoczny, ale wyryty dokładnie w pamięci...
zapamiętane
każde muśnięcie Twoich palców...
tysiące pocałunków, których
ciągle mało
które palą moje wargi...
ugasić ten ogień
może tylko kolejny ich tysiąc...
i znów następny i znów...
to już uzależnienie...
od Twego ciała i Twojej duszy...
podobno wzajemne
zbyt piękne, żeby prawdą być mogło
zbyt
cielesne, by snem tylko było...
rzeczywistość
moja
dłoń w Twojej dłoni
bezpieczna
przynajmniej na czas
jakiś...
bliżej... nieokreślony...
