- „już czekam trzeci dzień patrząc na
drzwi, czy przyjdzie coś od Ciebie,
czy przyjdziesz Ty....." -
nucąc jakąś starą melodię Athir nerwowo rozglądał
się po
okolicy. Wreszcie podjął decyzję i po chwili z zielonkawej mgiełki
wyszedł przeciętnych rozmiarów smok, rozejrzał się wkoło i wypuścił
lewą dziurką nosa regularne kółko (czerwone), nabrał powietrza w
płuca i zakrzyknął:
-
„AAAAAAANNNNNNNGGGGGGGOOOOOOORRRRRRRKKKKKKKUUUUUUU!!!!!!!!!!" -
poczym zwinął się w kłębek i zaczął nasłuchiwać odzewu od swojej
wróżki.
Mijały minuty, godziny, a on czekał na swój skarb o
nefrytowych oczach.
Athir głęboko wciągnął powietrze w
nozdrza, było przesycone zapachem jego
Wróżki, która już tak
dawno znikła by zwalczyć jakiegoś złośliwego demona który jej od
czasu do czasu dokuczał.
- Echhhh - westchnął wypuszczając kłęby
dymu - marność - kilka godzin temu
nagły błysk wyrwał go z
zadumy a gdy rozejrzał się wokół siebie zobaczył, że jego skarb
pojawił się tuż obok jego lewej łapy. Athir ucieszył się wtedy
bardzo, gdyż sama już jej obecność sprawiała mu wielką radość, czuł
się przy niej potrzebny i szczęśliwy. Nagle poczuł jakieś uderzenie,
zamroczyło go i gdy odzyskał wzrok jej nie było, nie było też polany
na której leżał i rozmawiał ze swoją wróżką. Ogarnął go niepokój -
co się ze mną stało? gdzie jest Ona??? -
Postanowił ją odszukać
podbiegł kilka kroków, odbił się i zaczął machać skrzydłami,
wznosząc się coraz wyżej. Po kilkugodzinnych bezowocnych
poszukiwaniach wrócił w to samo miejsce zawołał wróżkę, zwinął się w
kłębek i zasnął...
Athira obudziło przejmujące zimno,
rozprostował powoli całe ciało, tu i ówdzie posypał się lód który
nad ranem pokrył ciało Athira. Smok rozejrzał się wkoło, poczłapał
do pobliskiego jeziora i zanurzył się w nim po szyje.
-
FFFFFFffffffffffffuuuuuuuppp -prychnął wypuszczając kłęby kolorowego
dymu
- jak ja nie znoszę zimna- mruknął, poczym wyszedł z wody i
otrząsnął się.
- trzeba coś zjeść - pomyślał, rozłożył skrzydła
i poleciał zapolować na śniadanko. Nie musiał latać długo, za lasem
zobaczył zagrodę, obok której pasło się stadko kóz. Athir zanurkował
i złapał jedną w paszczę, drugą chwycił pazurami i odleciał na swoją
polankę, by w spokoju spożyć zasłużoną pieczeń.
Gdy tylko zdążył
uprzątnąć po jedzeniu, zobaczył przed sobą zieloną mgiełkę z której
po chwili wynurzyła się jego wróżka. Athir ucieszył się, bo nawet
słońce latem nie ogrzewało go tak jak Jej obecność. Porozmawiali
chwilkę, lecz znów nie dane mu było cieszyć się jej obecnością zbyt
długo (gdyby to zależało tylko od niego to porwałby wróżkę i
zatrzymał tylko dla siebie, ale czyż można zatrzymać kogoś kto umie
znikać???) gdyż znów musiała odejść, by walczyć z demonami Netu
(Athir podejrzewał, że Net to jakaś kraina leżąca na północ od jego
LASU).I znów Athir został sam, żeby zabić czas grał sobie w kamyczki
podrzucając ich coraz więcej, potem zabrał się za układanie z nich
napisu na ziemi, napis brzmiał: „Angorek - najcieplejsza wróżka
sfiata" - co prawda napis był z drobnym błędem, ale smok jako i tak
najbardziej uczony smok w całej krainie na południe od Permu nie
przejął się tym za bardzo. Zmęczony tą całą bezczynnością zasnął,
jeszcze raz przed snem na wszelki wypadek zawoławszy swoją ukochaną
wróżkę.
