13 grudnia 2001, 09:56

Athir - Smok ...

- „już czekam trzeci dzień patrząc na drzwi, czy przyjdzie coś od Ciebie,
czy przyjdziesz Ty....." - nucąc jakąś starą melodię Athir nerwowo rozglądał
się po okolicy. Wreszcie podjął decyzję i po chwili z zielonkawej mgiełki wyszedł przeciętnych rozmiarów smok, rozejrzał się wkoło i wypuścił lewą dziurką nosa regularne kółko (czerwone), nabrał powietrza w płuca i zakrzyknął:
- „AAAAAAANNNNNNNGGGGGGGOOOOOOORRRRRRRKKKKKKKUUUUUUU!!!!!!!!!!" -
poczym zwinął się w kłębek i zaczął nasłuchiwać odzewu od swojej wróżki.
Mijały minuty, godziny, a on czekał na swój skarb o nefrytowych oczach.


Athir głęboko wciągnął powietrze w nozdrza, było przesycone zapachem jego
Wróżki, która już tak dawno znikła by zwalczyć jakiegoś złośliwego demona który jej od czasu do czasu dokuczał.
- Echhhh - westchnął wypuszczając kłęby dymu - marność - kilka godzin temu
nagły błysk wyrwał go z zadumy a gdy rozejrzał się wokół siebie zobaczył, że jego skarb pojawił się tuż obok jego lewej łapy. Athir ucieszył się wtedy bardzo, gdyż sama już jej obecność sprawiała mu wielką radość, czuł się przy niej potrzebny i szczęśliwy. Nagle poczuł jakieś uderzenie, zamroczyło go i gdy odzyskał wzrok jej nie było, nie było też polany na której leżał i rozmawiał ze swoją wróżką. Ogarnął go niepokój - co się ze mną stało? gdzie jest Ona??? -
Postanowił ją odszukać podbiegł kilka kroków, odbił się i zaczął machać skrzydłami, wznosząc się coraz wyżej. Po kilkugodzinnych bezowocnych poszukiwaniach wrócił w to samo miejsce zawołał wróżkę, zwinął się w kłębek i zasnął...
Athira obudziło przejmujące zimno, rozprostował powoli całe ciało, tu i ówdzie posypał się lód który nad ranem pokrył ciało Athira. Smok rozejrzał się wkoło, poczłapał do pobliskiego jeziora i zanurzył się w nim po szyje.
- FFFFFFffffffffffffuuuuuuuppp -prychnął wypuszczając kłęby kolorowego dymu
- jak ja nie znoszę zimna- mruknął, poczym wyszedł z wody i otrząsnął się.
- trzeba coś zjeść - pomyślał, rozłożył skrzydła i poleciał zapolować na śniadanko. Nie musiał latać długo, za lasem zobaczył zagrodę, obok której pasło się stadko kóz. Athir zanurkował i złapał jedną w paszczę, drugą chwycił pazurami i odleciał na swoją polankę, by w spokoju spożyć zasłużoną pieczeń.
Gdy tylko zdążył uprzątnąć po jedzeniu, zobaczył przed sobą zieloną mgiełkę z której po chwili wynurzyła się jego wróżka. Athir ucieszył się, bo nawet słońce latem nie ogrzewało go tak jak Jej obecność. Porozmawiali chwilkę, lecz znów nie dane mu było cieszyć się jej obecnością zbyt długo (gdyby to zależało tylko od niego to porwałby wróżkę i zatrzymał tylko dla siebie, ale czyż można zatrzymać kogoś kto umie znikać???) gdyż znów musiała odejść, by walczyć z demonami Netu (Athir podejrzewał, że Net to jakaś kraina leżąca na północ od jego LASU).I znów Athir został sam, żeby zabić czas grał sobie w kamyczki podrzucając ich coraz więcej, potem zabrał się za układanie z nich napisu na ziemi, napis brzmiał: „Angorek - najcieplejsza wróżka sfiata" - co prawda napis był z drobnym błędem, ale smok jako i tak najbardziej uczony smok w całej krainie na południe od Permu nie przejął się tym za bardzo. Zmęczony tą całą bezczynnością zasnął, jeszcze raz przed snem na wszelki wypadek zawoławszy swoją ukochaną wróżkę.
--
zielona-wiedźma
Komentarze

code


copyright © 2002-2012 Anna Gross-Łoginów, Remigiusz Łoginów :: wersja piąta beta